Zstąpienie Aniołów – Krucjata inna niż wszystkie

Okładka Zstąpienie Aniołów
Tytuł: Zstąpienie Aniołów
Autor: Mitchel Scanlon
Rok: 2016
ISBN: 978-8-36165-644-9

Najtrudniejsza książka z serii Herezji Horusa za mną 😉 Jest inna. Po prostu. Gdy kilka lat temu czytałem recenzje Zstąpienia Aniołów, to przewijał się motyw nudy. Wersję angielską przeczytałem gdzieś 10 lat temu i jakoś nie pokochałem. Ostatnio wróciłem do tematu i przeczytałem polskie tłumaczenie. Książka jest dobra. Tyle tylko, że po pierwszych pięciu tomach HH można mieć trochę inne oczekiwania. W efekcie wielu czytelników dochodzi do wniosku, że całość wieje nudą. Jednak po kolei.

Akcja książki rozpoczyna się na kilka lat przed przybyciem Imperatora na Caliban. Lion el’Jonson nie jest jeszcze mistrzem Zakonu, ale już od początku wiemy, że nominacja to kwestia czasu. Historia opowiedziana jest z perspektywy Zahariela, jednego z zakonnych suplikantów, a później młodego rycerza. Mamy więc tutaj książkę raczej przygodową z elementami fantasy, ale powiedzmy sobie szczerze, to fantasy jest na poziomie bajki o św. Jerzym i smoku. Walczymy z dużym potworem i jest OK. Bliżej temu do „Zabójcy Trolli” niż do HH. Całość podzielona jest na cztery części i dwie pierwsze dotyczą właśnie okresu rycerskiego. Dwie kolejne to już opowieść z perspektywy Zahariela – astares.

Autor pomija tu proces tworzenia kosmicznego marine. Jedynie opisuje wstępną fazę selekcji związana z wyborem najtwardszych i najwytrzymalszych rycerzy i suplikantów. Pomija też kwestię przemiany starszych rycerzy, później jedynie wspomniane jest, że zostali poddani kuracji chemicznej, ale nie otrzymali geno-ziarna. W końcu akcja książki przenosi się na Sarosh, jedną z planet odkrytych w czasie krucjaty. Dalej standard – lokalsi okazali się wyznawcami jakiejś tam formy chaosu, zdradzili siły imperium i próbowali zabić Jonsona. Ten się wkurwił i…

No właśnie i zarządził uderzenie punktowe z wykorzystaniem niewielkich sił. To, co odróżnia Zstąpienie od innych książek z serii HH, to brak wojny totalnej. Nie znajdziemy tu opisów epickich bitw, poza jedną – zdobyciem twierdzy rycerzy Lupusa w czasach przed imperialnych, ale i tu raczej są to Krzyżacy. Nie ma tytanicznych zmagań prowadzonych przez tysiące astares z użyciem setek czołgów, samolotów i wsparciem Collegia Titanica. Nie ma tego wszystkiego, co jest znakiem charakterystycznym HH. W zamian jest opowieść o wewnętrznej rywalizacji w zakonie. Każdy, kto zna choć trochę świat w40k, odnajdzie tu wiele informacji i wyjaśnień dotyczących, takiego, a nie innego losu Calibanu.

Książka jest dobra. Jest dobrym czytadłem. Jednak zanim zacznie się lekturę, należy odrzucić schematy znane z HH. Wtedy mamy do czynienia z całkiem dobrą książką. Na koniec doczepię się do jednej rzeczy. Dialogi w książce są takie jakieś koślawe. Nie są drętwe, ale nie ma w nich tego czegoś. Większość, to pierdolenie o Chopinie, autor starał się chyba stylizować je na „teksty prawdziwych rycerzy”, ale mu nie wyszło. I jest to jedyny poważny minus.

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

To create code blocks or other preformatted text, indent by four spaces:

    This will be displayed in a monospaced font. The first four 
    spaces will be stripped off, but all other whitespace
    will be preserved.
    
    Markdown is turned off in code blocks:
     [This is not a link](http://example.com)

To create not a block, but an inline code span, use backticks:

Here is some inline `code`.

For more help see http://daringfireball.net/projects/markdown/syntax