La puta grange
September 3rd, 2010Oj jest pierdolnięcie…
Oto rozmowa, którą dziś toczyłem z moją znajomą (cytując pewną piosenkę “znamy się tylko widzenia”) z czasów reytaniackich.
Oryginał
Katarzyna Prochenko
Cejrowski: władze miasta pozwoliły na oszczanie krzyża – Wiadomości – WP.PL
wiadomosci.wp.pl
Władze miasta rozwiesiły wokół Pałacu Namiestnikowskiego kamery. Kamery sfilmowały kilku ludzi, którzy podeszli do krzyża i oszczali ten krzyż oraz znicze płonące ku czci ofiar katastrofy. Gasili znicze moczem. Władze miasta nie zareagowały – taki incydent, do którego doszło na Krakowskim Przedmieśc…Bartek Kuczynski Ludzie olali krzyż łola boga… Cejrowski jak zawsze w swoim katolskim stylu…
Katarzyna Prochenko jak się jest katolem to się gada po katolsku… chyba, że się gada, że jest się katolem, ale jak trzeba zagadać po katolsku, to się chowa głowę w piasek (vide HGW)…
Bartek Kuczynski
@Kasia, rzecz w tym, że Cejrowski nie ma żadnych dowodów na swoje oskarżenia. To jest gardłowanie w radiomaryjnym stylu. To jest niebezpieczne. Facet wycierpiał swoje i ma radykalne poglądy, ale czasami po prostu kłamie.
HGW może rozwiązać …sprawę szybko i skutecznie i nawet przyklepali by to biskupi, bo by problem znikł, a oni nie dostali by odłamkami. Jednak nie robi tego. Dlaczego? Katolik nie powinien mieszać się z sekciarstwem “spod krzyża”.Zobacz więcej
Katarzyna Prochenko
No dowody akurat są, w postaci nagrań z monitoringu… Sprawcy powinni zostać ukarani, podobnie jak każdy inny, kto odlewa się na stołecznym bruku. To obrzydliwe, żeby nie można było przejść przez centrum Warszawy bez towarzyszącego smrodu …moczu!
Ludzie nie mają żadnego wstydu!
Kiedyś widziałam przy stacji metra faceta w garniturze, który położył sobie kwiaty na murku i zaczął się tam bezwstydnie odlewać, choć na dole była czynna toaleta. Szczerze współczułam odbiorcy tych kwiatów…Zobacz więcej
Bartek Kuczynski @Kasia, to pojedź do Paryża lub do Monachium. Warszawa nie jest taka zła pod tym względem.
Wkurza mnie po prostu robienie z Polski kraju wyznaniowego.
Katarzyna Prochenko to niech się 98% ludności nie deklaruje jako katolicy… nawet w krajach arabskich nie ma aż takiej jednolitości wyznaniowej…
Bartek Kuczynski
@Kasia, to jest błędne koło. Ludzie piszą “katolik”, bo inaczej nie wypada, a inaczej nie wypada, bo jesteś źle odbierany przez ogół. Ja już od dłuższego czasu się zbieram do wysłania laurki do proboszcza. Jedyne co mnie powstrzymuje to zd…rowie moich dziadków i to, że nie chcę ich wysłać na tamten świat. W ankietach piszę “rodzimowierca”, ale w statystykach jestem formalnie jako “kato-licy”.
Niestety KK odszedł od chrztu dozwolonego od lat 18. Jak by do tego wrócili to by się okazało, że nie parafrazując piosenkę Młynarskiego “jeden proboszcz na jednego wiernego wypada/jeden proboszcz na jednego wiernego”Zobacz więcej
Katarzyna Prochenko
Może to i błędne koło, ale wracamy do tego, co napisałam wcześniej: katolicy dzielą się na tych, którzy nimi są i tych, którzy nie mają odwagi powiedzieć, że nimi nie są, bo np. przegraliby wybory… Swoją drogą nikt nie każe nikomu chrzcić… dziecka i PRZYRZEKAĆ PUBLICZNIE, że się je wychowa w wierze katolickiej… Nie można też pisać, że przynależysz do jakiejś grupy, którą potem oskarżasz o to, że twierdzi, że ty do niej należysz.. To nielogiczne!!! Trzeba mieć odwagę, by przyznać się do swoich przekonań. Rozumiem Twoją troskę o zdrowie rodziny, ale nie grę na dwa fronty. Pozdrawiam Cię naprawdę serdecznie i życzę dużo zdrowia dla dziadków!Zobacz więcej
Bartek Kuczynski
@Kasia, a dlaczego nie grać na dwa fronty? Bo nie wypada? Większość tych prawdziwych katolików w stylu Cejrowskiego gra na dwa fronty i jakoś nie mają w związku z tym wyrzutów sumienia.
Mój ulubiony “front” to miłość do bliźniego, czego świ…etny przykład dał nasz wspólny znajomy ks. Ujma gdy zablokował spotkanie z Biedroniem w Reytanie. Gdzie było nadstawianie drugiego policzka i szacunek i miłość dla bliźniego, nawet wroga? Poszła w kąt razem z moralnością KK i to już dawno temu.Zobacz więcej
Katarzyna Prochenko Bartku, to, co wtedy zrobił ks.Ujma dla Ciebie było afrontem wobec jednego, a dla niego było ratowaniem moralności dziesiątek innych, właśnie z miłości do bliźniego. Chyba miał do tego prawo, bo na religię chodziło ponad 3/4 uczniów… A poza tym, patrząc z dzisiejszej perspektywy, czego ciekawego chciałeś się od niego dowiedzieć? Mnie sprawy homoseksualistów w ogóle nie interesują i uważam za dyskryminujące i poniżające dzielenie ludzi pod względem tego, kto z kim uprawia seks.
Bartek Kuczynski
@Kasia, i tu wchodzimy na ten grząski grunt “daru wolności”. Jeżeli ktoś by nie chciał to by na spotkanie z Biedroniem nie poszedł. Jeżeli ktoś uważa, że Biedroń może zachwiać jego wiarą lub wypaczyć moralność to powinien zastanowić się na…d sobą i tym w co i jak wierzy.
Ujma zrobił to samo co kiedyś robili komuniści. Niczym się od nich nie różnił. Cenzura prewencyjna jest zakazana o czy wielu zapomina.
Ponad to należało wziąć pod uwagę, że Biedroń jest nieszkodliwym oszołomem i izolowanie go jest znacznie głupsze niż wpuszczenie. Znając Reytaniaków to by z gościa przerobili jak się patrzy, bo orłem intelektualnym to on nie jest. A jednak Ujma postanowił pobawić się w grę pod tytułem “Z Mysiej na Wiktorską, czyli GUKPPIW p.w. ks. J. Ujmy”.Zobacz więcej
Katarzyna Prochenko W tej sprawie akurat się z Tobą zgadzam. Ale z drugiej strony, gdyby przyszedł jakiś narkoman opowiadać o swoich jazdach i żądaniach legalizacji wszystkich narkotyków, albo zwolennik seksu ze zwierzętami, wypłakiwać się, że nikt nie rozumie jego potrzeb, dałbyś mu szansę?
Bartek Kuczynski
Tak. Czemu by nie. Wiele osób myśli, że jeżeli dewiacje, choroby i różne inne “odchyłki” są zaraźliwe. Tak nie jest. Zresztą sądzę, że gdyby przeprowadzić ankietę to by wyszło, że prawie całe LO jest za legalizacją.
Opowiadania zoofila mogą …wzbudzić co najwyżej niesmak lub wybuchy niekontrolowanego śmiechu. To trochę tak jak mówienie, że koncerty Behemth’a powodują wzrost ilości spalonych kościołów. OK w Chile po koncercie jakiś gość spalił kościół. Pytanie czy to stało się dlatego, że był koncert, czy też taka myśl dojrzewała w tym człowieku przez dłuższy czas i miała różne źródła.
Jeżeli ktoś chce ćpać to go nie powstrzymasz. Spotkanie z ćpunem może co najwyżej katalizować proces podejmowania decyzji. W pewnym sensie to nawet lepiej, bo łatwiej jest wtedy wyłapać takiego osobnika i odpowiednio przypilnować by jak już przyćpa to odsiedział swoje.Zobacz więcej
Katarzyna Prochenko Ale czy miejscem takich spotkań powinna być szkoła?
PS. Muszę gdzieś zachować tę dyskusję i odtworzyć Ci te pytania, gdy dorobisz się potomka…
Bartek Kuczynski
Wiesz “co napisano na FB to pozostaje na FB”.Czy takie spotkania powinny mieć miejsce w szkole? Skoro w szkole odbywają się “lekcje” religii (czyli po prostu katolicka indoktrynacja) to czemu by nie dać szansy innym poglądom. Szczególnie, ż…e to jest poziom liceum. To nie są dzieci, które niczego nie zrozumieją i nie podejmą dyskusji. Kształtowanie młodego człowieka musi odbywać się poprzez dyskusję. O sprawach trudnych też, bo inaczej jeżeli stanie wobec nich w życiu to będzie sobie z nimi radził w sposób delikatnie mówiąc nie do końca zgodny z ogólnie przyjętymi normami społecznymi.
Co do dzieci to jestem bardzo tolerancyjny, ale chłopak który prześpi się z którymkolwiek z moich dzieci będzie miał przerąbane
Jednak z drugiej strony nie mam zamiaru zabraniać im dyskusji na żadne tematy.
Katarzyna Prochenko hehe tak myślałam z tym “deprawującym” chłopakiem
Bartek Kuczynski Wiesz co… mogę to wrzucić na bloga? Bo to całkiem ciekawa dyskusja wyszła i masz racje warto to zachować dla potomnych.
Katarzyna Prochenko no, nie wiem… potem moje słowa padną ofiarą żądnych krwi czytelników Twojego bloga i zostaną wykorzystane do niecnych celów…ale niech będzie, może kogoś przekonają do czegoś dobrego i uratują życie jakiejś babci…
Trochę sieka ten cytat, ale formatowanie to ja mogę w kodzie odstawiać…
Chciałbym podziękować trzem młodym ludziom, którzy w dniu wczorajszym tj. 1 września 2010 sprezentowali nam w Cinema City na Sadybie kod z promocji “Środy z Orange”. Dzięki chłopaki.
I kolejny rok minął jak z bicza strzelił… Czas zatem na kolejną porcję 5 blogów, które polecam do czytania:
Kolejny zestaw za rok.
O komunikacji Vaadin – GWT później. Zaraz relacja z Paryżewa.
Na przykładzie mieszkańców Kabat.
Stawiamy przed człowiekiem jakieś zadanie. Dajemy mu odpowiednie środki oraz wolność decyzji. Człowiek podejmuje decyzje mające na celu realizację zadania. Wydatkuje powierzone mu środki i osiąga cel. Niby normalne, ale…
Mówi się, że Bóg wybacza, kompilator nigdy. Tak samo jest w procesie decyzyjnym. Raz podjęta decyzja jest brzemienna w skutki w krótszym lub dłuższym okresie. Oczywiście podejmując inne decyzje możemy niwelować te skutki albo wręcz przeciwnie, wzmacniać.
Proces decyzyjny opiera się na zebraniu i analizie danych, ocenie ich przydatności oraz przełożeniu ich na poszczególne informacje (piękna definicja informatyki mi wyszła). Na podstawie informacji możemy podjąć decyzję. Oczywiście decyzja jest wypadkową zadania, zebranych informacji, dostępnych środków oraz naszych priorytetów poza zadaniowych (ocena społeczna, samopoczucie, itp.).
Podejmując decyzję staramy się zebrać jak najwięcej danych i przetworzyć je na informacje. Informacje te są bazą do dalszych naszych działań. W klasycznym procesie analizy z jakim mamy do czynienia na przykład w laboratorium nie pomijamy żadnych informacji, a jeżeli jakieś odrzucamy to musimy dokładnie uzasadnić dlaczego to zrobiliśmy. W życiu jest niestety inaczej…
… to grupa ludzi, którzy podejmując decyzję o zakupie mieszkań obok stacji techniczno-postojowej metra całkowicie zignorowali fakt, że jest to zakład przemysłowy. Nie wiem dlaczego. Może ze względu na to, że w czasach gdy budowano osiedla na Kabatach stacja nie była jeszcze wybudowana do końca. Może ze względu na to, że nie mówiono w tym czasie o drugiej linii metra inaczej jak o futurystycznej wizji w stylu “a w dwa tysiące którymś tam”. W każdym bądź razie mieszkańcy popełnili bardzo częsty błąd kupujących. Nie sprawdzili co będzie w sąsiedztwie i co może takie sąsiedztwo oznaczać. Może brali pod uwagę tylko “ekskluzywność” tego fragmentu miasta w tym czasie.
Dziś ci sami, już mieszkańcy, gardłują gdy okazało się, że ignorowany sąsiad puszcza bąka. Cóż… decyzja została podjęta w taki, a nie inny sposób. Dziś biegają do gazet, płaczą jakie to metro złe i niedobre, zakładają stronę, której zadaniem jest “zgromadzenie społeczności Kabat, którzy nie zgadzają się na zatruwanie nas, mieszkańców, przez Metro Warszawa oparami trującego i rakotwórczego oleju kreozotowego.”. Tak naprawdę zachowują się jak małe dzieci, które najpierw zbiły szybę, a potem płaczą, że dostały karę…
Tacy ludzie są wybitnie wkurwiający. Nie tylko dlatego, że swoimi urojonymi problemami, bo problem jest urojony, ponieważ nie od dziś wiadomo czym konserwuje się podkłady i ogólniej czym śmierdzi stacja techniczna metra/wagonownia/lokomotywownia, zawracają dupę wszystkim na około, ale tym, że pozując na ofiary tak naprawdę nie chcą wziąć odpowiedzialności za swoje postępowanie.
Dla zainteresowanych moja dyskusja z “poszkodowanymi” mieszkańcami.
Pisząc sobie w Vaadin szybko możemy dość do wniosku, że standardowa biblioteka komponentów jest bogata, ale nie daje nam takich możliwości jakie byśmy chcieli. Bardzo często jest też tak, że przychodzi klient i mówi nam, że ma jakiś komponent GWT, który koniecznie musi zintegrować z naszym projektem… cóż życie jest usłane różami i prędzej czy później się ukujemy w stopę…
Omówię tu dwa problemy. Pierwszy to tworzenie własnych komponentów na bazie już istniejącego zestawu jaki dostarcza Vaadin. Drugi to integracja komponentu GWT.
Vaadin dostarcza nam wszystkie komponenty znane z GWT plus kilka własnych m.n. kalendarz, formularz logowania czy całkiem fajne, ale ciężkie w zrozumieniu drzewka. My chcemy jednak stworzyć własny komponent, który będzie wykorzystywał te elementy. Okazuje się, że jest to bardzo proste. Wystarczy, że rozszerzymy klasę CustomComponent i możemy już działać.
Listing 1. prosty komponent
import java.util.Date;
import com.vaadin.terminal.Sizeable;
import com.vaadin.ui.CustomComponent;
import com.vaadin.ui.DateField;
import com.vaadin.ui.Panel;
public class MyCustomComponent extends CustomComponent {
private static final long serialVersionUID = 1L;
private Panel panel;
private DateField dateField;
public MyCustomComponent() {
super();
createElements();
postConstruct();
buildComponentTree();
setCompositionRoot(panel);
}
private void buildComponentTree() {
panel.addComponent(dateField);
}
private void postConstruct() {
panel.setWidth(Sizeable.SIZE_UNDEFINED, 0);
setWidth(Sizeable.SIZE_UNDEFINED, 0);
dateField.setDateFormat("dd/MM/yyyy");
}
private void createElements() {
panel = new Panel("Menu Panel");
dateField = new DateField("Wybierz datę", new Date());
}
}
Metoda ta ma swoje zalety. Po pierwsze jest bardzo szybka i intuicyjna. Mamy gotowe klocki i budujemy zamek. Po zbudowaniu dostarczamy gotowy do aplikacji. Jako, że korzystamy tylko z komponentów Vaadin to nie ma miejsca proces kompilacji za pomocą kompilatora GWT. Nie musimy też nic konfigurować w pom.xml. Wadą tego rozwiązania jest jego stosunkowo mała elastyczność w ramach świata webowego. Widget GWT można swobodnie przenosić pomiędzy różnymi projektami GWT, a i od biedy zapiąć do strony w php. Z komponentem Vaadin niestety tego nie zrobimy.
Skoro Vaadin nas ogranicza może spróbujmy wpiąć komponent GWT.
Tu zaczyna się mały hardcore. Generalnie Vaadin działa na zasadzie przesyłania pomiędzy klientem, a serwerem stanu ekranu. Wszystkie akcje odbywają się na serwerze, a u klienta odbywa się tylko serializacja rządań i deserializacja wyników. W przypadku GWT mechanizm ten jest znacznie bardziej elastyczny. Zarówno po stronie klienta jak i serwera można umieścić akcje biznesowe. Inny jest też model komunikacji. Vaadin wykorzystuje JSON, GWT XMLa.
Na cale szczęście na chwilę obecną zarówno plugin do Eclipse jak i do Mavena generuje automatycznie dodatkowe pliki związane z GWT. My przyjrzymy się przez chwilę architekturze całego rozwiązania.
Mamy komponent GWT (dowolny, bo Vaadin własne komponenty obsługuje w identyczny sposób):
Listing 2. prosty komponent GWT
import com.google.gwt.event.dom.client.ClickEvent;
import com.google.gwt.event.dom.client.ClickHandler;
import com.google.gwt.user.client.Event;
import com.google.gwt.user.client.ui.Button;
import com.google.gwt.user.client.ui.Composite;
import com.google.gwt.user.client.ui.Label;
import com.google.gwt.user.client.ui.VerticalPanel;
public class MyComponentGWT extends Composite {
protected String random;
protected Label label = new Label();
private Button button = new Button("Clik me");
private VerticalPanel panel = new VerticalPanel();
public MyComponentGWT() {
sinkEvents(Event.ONCLICK);
button.addClickHandler(new ClickHandler() {
public void onClick(ClickEvent event) {
setRandom(Math.random()*1000 + "");
}
});
panel.add(label);
panel.add(button);
initWidget(panel);
}
protected void setLabelText(String t) {
label.setText(t);
}
protected void setRandom(String text) {
label.setText(text);
};
}
i teraz chcemy umieścić go w aplikacji Vaadin. Dla uproszczenia zakładam, że logika będzie w tym przypadku odbywać się po stronie klienta. Jeżeli logika jest po stronie serwera i jest realizowana bezpośrednio w serwlecie to wystarczy odpowiednio skonfigurować web.xml.
Pierwszym krokiem jest stworzenie klasy VMyComponentGWT, która będzie rozszerzała MyComponentGWT i implementowała interfejs Paintable. Klasa ta jest klasą przesłaniającą i w razie konieczności pozwala na głębszą integrację to znaczy na przesyłanie informacji pomiędzy komponentami GWT i Vaadin. My sobie to na razie darujemy.
Listing 3. Klasa łącząca GWT i Vaadin
import com.vaadin.terminal.gwt.client.ApplicationConnection;
import com.vaadin.terminal.gwt.client.Paintable;
import com.vaadin.terminal.gwt.client.UIDL;
public class VMyComponentGWT extends MyComponentGWT implements Paintable {
public void updateFromUIDL(UIDL uidl, ApplicationConnection client) {
}
}
Zgodnie z konwencją przyjętą przez twórców Vaadin nazwa klasy jest nadawana według wzorca Vnazwa_klasy_komponentu_gwt. Ostatnim elementem, który jest najważniejszy w naszej zabawie jest klasa, która reprezentuje komponent po stronie serwera.
Listing 4. Klasa po stronie serwera
import java.util.Map;
import pl.koziolekweb.fb.test.gwt.client.ui.VMyComponentGWT;
import com.vaadin.terminal.PaintException;
import com.vaadin.terminal.PaintTarget;
import com.vaadin.ui.AbstractComponent;
@com.vaadin.ui.ClientWidget(VMyComponentGWT.class)
public class MyComponentGWTProxy extends AbstractComponent {
private static final long serialVersionUID = 1L;
@Override
public void changeVariables(Object source, Map variables) {
super.changeVariables(source, variables);
}
@Override
public void paintContent(PaintTarget target) throws PaintException {
super.paintContent(target);
}
}
Tu najważniejszą rzeczą jest adnotacja ClientWidget, która wskazuje na implementację Paintable z którą będziemy się komunikować. Reszta w tym przypadku nie jest potrzebna.
Jak widać stworzenie własnego komponentu jest proste. Jeżeli chcemy integrować komponent GWT bez interakcji to też nie jest to duży problem. W drugiej części poruszę problem komunikacji pomiędzy GWT, a Vaadin.
Dobrze przygotowane trasy tylko, że…
patrzcie na znaki. Część tras jest jednokierunkowa. Powoduje to pewne nieprzyjemne sytuacje z pieszymi, którzy widzą zakaz wjazdu dla rowerów, ale już nie widzą podpisu “kierunek rowerowy”, który oznacza, że trasa jest jednokierunkowa i zaczynają mieć wątpliwości do prawidłowo jadących rowerzystów…
Dzisiejszy odcinek poświęcę przedstawieniu kilku rzeczy, które są irytujące gdy wsiadam na rower. Żeby nie było. Sam świętym nie jestem. Jeżdżę szybko i czasami “na styk”, ale nie narażam specjalnie bezpieczeństwa innych użytkowników.
Utrzymanie ścieżki należy do zadań właściciela drogi. Bardzo często jest jednak tak, że zamiast utrzymywać ścieżkę w stanie przejezdnym właściciel jest szczęśliwy, że ścieżkę ma. Niestety posadzone wzdłuż ścieżki krzaki po pewnym czasie skutecznie zwężają przejazd i ograniczają widoczność. Sztandarowy przykład to ścieżka wzdłuż ul. Rosoła przy dojeździe do ul. Gandhi od strony ul. Ciszewskiego. Łuk + zjazd + krzaki, które nie dość, że są wyższe niż pieszy to jeszcze wchodzą na ścieżkę. Efekt, gówno widać, czy ktoś mi zza zakrętu nie wyskoczy, a dodatkowo kierowca jadący Rosoła nie widzi zbliżającego się rowerzysty.
“Tania”, “solidna”, “estetyczna”. Cena kostki w porównaniu z ordynarną wylewką betonową jest porównywalna, a w porównaniu z asfaltem wyższa. Ścieżka z kostki jest solidna zazwyczaj do pierwszej zimy. Później wystarczy już tylko większy deszcz by w równej drodze zaczęły robić się doły. Po kilku latach dochodzi jeszcze problem posadzonych wzdłuż ścieżki drzewek/krzaków, których korzenie zaczynają rozsadzać nawierzchnię. Do tego kostka jest nierówna i ciężko po nie jechać. Co do estetyki to każdy ma swój gust, a mój mówi, że kostka dobrze wygląda wtedy gdy jest dobrej jakości. Taka nie może być tania.
Ktoś wybudował ścieżkę, przejazdy, sygnalizację. Jednak zapomniał, że krawężnik nie może wystawać więcej niż kilka milimetrów nad powierzchnię ścieżki. Rower nie samochód nie ma aż takiej tolerancji na różnice wysokości i jest raczej mało stabilny.
Droga jest tylko jego. Nie ma za grosz szacunku do innych użytkowników dróg (w sensie droga + DDR + chodnik), nie zna zasady ograniczonego zaufania, a przepisy jego zdaniem to tylko sugestia. Zazwyczaj porusza się służbowym Wieśwagenem Passatem 2.0 TDi lub wysłużoną Astrą z wielką reklamą firmy, którą reprezentuje. Typ bardzo niebezpieczny. Nie ma zwyczaju zwalniania przy skręcaniu na strzałce, ani mijania roweru jadącego po drodze w przepisowej odległości 1m.
Bo nie uważam co robię. Jak uważać rozmawiając na raz przez komórkę, zmieniając bieg i popijając kawę? W wersji damskiej często robi makijaż. Podobnie jak poprzedni typ ma przykry zwyczaj olewania przepisów.
Mój dziadek ma ponad osiemdziesiąt lat i nadal ma prawo jazdy. Poza tym ma problemy ze wzrokiem. Zatem jak wyjeżdża na drogę staram się nie jeździć rowerem. Problem tego typu ludzi polega na tym, że nie czują, iż stan zdrowia nie pozwala im na bezpieczne poruszanie się samochodem. Na całe szczęście jeżdżą automobilami, którymi ciężko złamać ograniczenie prędkości. Niestety słaby refleks i wzrok, które musi im zastąpić nasze ogarnięcie.
Wczoraj takiego ojebałem. Widząc rower specjalnie wlazł na ścieżkę. Hebel, rower na sztorc i swojska kurwa. Znaki nie starczają. Zacznie reagować jak mu ktoś w dupę wjedzie i krzywdę zrobi. Dal przypomnienia przeciętny kolarz amator waży razem z rowerem od 80kg do 130kg i porusza się nie wolniej niż 20km/h. Jeżeli chcesz sprawdzić co stanie się w trakcie zderzenia walnij “na dechę” na trawę z wysokości 5-8m. W wypadku rowerowym pieszy nie ma szans. Rowerzysta z reszta też nie.
Typ wybitnie wkurwiający. Nie widzi świata poza swoim pupilkiem i będzie darł mordę, że mu zwierzę chcemy rozjechać. Dla napalonych. Najechanie na psa jest bardzo niebezpieczne. Centra koła pewna i potencjalnie lot przez kierownicę do tego będziemy mieli czyszczenie zębatek z mięsa. Jedyny plus to możliwość uzyskania odszkodowania trzeba tylko wezwać policję i przypilnować by psiarzowi wystawiła mandaty za łażenie po DDR (50PLN) oraz za niestosowanie się do art. 77 kodeksu wykroczeń (o niezachowaniu środków ostrożności przy chowie zwierząt – 250PLN lub nagana). Później sąd cywilny i proces o odszkodowanie za uszkodzenie roweru. No i na fakturach za naprawę nie warto oszczędzać.
Jeszcze gorsza sytuacja to ta w której piesek jest wyprowadzany na 10m smyczy. Nie idzie tego ominąć. W tym przypadku można spokojnie ojebać właściciela. Względnie w sytuacji ekstremalnej (tylko trzeba umieć to zrobić) przeciąć smycz “w locie”.
Drogie mamy. Wasza pociecha będzie malowniczo wyglądać jak po epickim locie z wózeczka potrąconego przez rower roztrzaska główkę o chodnik lub krawężnik. Serio. Chcesz sprawdzić? Częściej spaceruj po DDR.
Dla przypomnienia DDR to Droga Dla ROWERÓW, a nie Droga dla ROLKARZY. Niestety charakterystyka jazdy na rolkach jest taka, że jedziesz zygzakiem. Ciężko wyminąć czy bezpiecznie ominąć. Moja rada – jak mijacie delikwenta to zrównać się z nim i pierdolnąć pompką. Następnie zatrzymać się i zapytać czy wezwać policję.
To grupa niereformowalna ze względu na wiek i przyzwyczajenia. Jednak najskuteczniejszy jest Airzount + nitro jak by dostała zawału… Nie radzę podjeżdżać, czy próbować opieprzyć. Jako młodszy zawsze wyjdziesz na chama. Jak już popadniesz w konflikt słowny warto wezwać policję. Przy niskiej emeryturze pięćdziesięciozłotowy mandacik będzie najlepszym nauczycielem jakiego babcia miała w życiu.
Dziecko zanim nie skończy 10 lat jest uznawane za pieszego nawet jeżeli porusza się na rowerku pierwszokomunijnym full wypas, którego cena przekracza budżet średniej wielkości afrykańskiego państwa. DDR nie jest też najlepszym miejscem do nauki jazdy. Dziecko nie posiada jeszcze odpowiedniej koordynacji i jeździ w sposób, którego opis pasuje bardziej o zapitego pracownika byłego PGRu. Do tego należy dołożyć brak instynktu “latania w stadzie”, czyli zwyczajnego poruszania się w tłumie oraz odpowiedniego refleksu by sprawnie wykonywać niektóre manewry.
Przesiądzie się ze swojego zdezelowanego Passata (który zazwyczaj ma na liczniku 30tyś km tylko dlatego, że licznik się przekręcił) na lśniący nowością, super mark(et)owy sprzęt roweropodobny i po wbiciu się w specjalny kombinezon (który dla gościa przemierzającego w sezonie mniej niż 100km daje tylko tyle, że wygląda) wyjeżdża na DDR. Mały problem jeżeli nasz bohater ma świadomość, że jego umiejętności są marne. Jedzie w tedy powoli i ostrożnie. Gorzej jeżeli ma kryzys wieku średniego i przez przypadek kupił jeszcze SPD… wtedy mam do czynienia z najniebezpieczniejszym rodzajem rowerzysty jaki istnieje. Wysokie ego (czasami poparte startem w maratonie… na dystansie hobby), małe umiejętności (przecież na rowerze każdy głupi potrafi) i do tego duża nadwaga. Zderzenie z rozpędzonymi 150kg jest bardzo nieprzyjemne. Na całe szczęście można takiego przewieść na kole i od razu się uspokaja. W odmianie ekstremalnej jest to były policjant/żołnierz/prokurator/sędzia i zderzeni z nim może zaboleć po portfelu.
Jeden plus nic nie poprawi humoru jak widok starego chłopa płaczącego jak dziecko, że jego zabawka za 20tyś zarobiła rysy po wywrotce na dobrej jakości leśnym dukcie.
To samo co powyżej, ale jakieś 30 do 40 lat mniej. Często chcą być jak goście X-games tyle tylko, że zamiast uczciwie ćwiczyć, a miejsc do nauki w Warszawie i okolicach jest kilka, zaczynają szpanować na DDR. Nie jeździć, a właśnie szpanować. Prosta równa droga, a ten hop do góry jakby miał nie wiadomo jaki korzeń do przeskoczenia. Drugą ulubioną i dość niebezpieczną sztuczką jest jazda na jednym kole. Tego trzeba się nauczyć, to jest trudna sztuczka na góralu przystosowanym do jazdy miejskiej (wysokie siodełko) i niestety zazwyczaj kończy się przywaleniem o ziemię i zygzakiem po całej szerokości ścieżki.
Podgrupę stanowią posiadacze Porsche, którzy często pierwszy sezon w życiu jeżdżą na profesjonalnym rowerze i bardzo nieporadnie radzą sobie z pracą przerzutkami i biegami, nie maja wyczucia do hamulców tarczowych czy też przyjmują dziwną “tru profesjonalną” pozycję, która utrudnia jazdę. Oczywiście ze względu na grubość portfela i przerost ego nie chcą się uczyć.
Typ jak i powyższe. Przesiadł się z za kółka swojego Trabanta na wysłużony rower marki Ukraina lub jakiegoś składaka marketowego i jedzie w Polskę. Problemem nie jest tyle co samo zachowanie, bo tego typu ludzie należą bardzo dobrych użytkowników DDR, ale nieumiejętność przyjęcia do wiadomości, że podobnie jak na drodze są szybsi i wolniejsi tak i na ścieżce “tempo spacerowe” oznacza dla mnie na przykład 25km/h. Do tego dochodzą szarmanckie maniery, które są fajne, ale nie za bardzo można je stosować w ruchu. Ostatnia wada to jazda stadna, która powoduje blokadę całej szerokości ścieżki. Niestety pomimo dobrych chęci grupy mają też dość duży czas “zwinięcia” się co oznacza, że wymijanie, omijanie i wyprzedzanie najbezpieczniej wykonać po trawie.
Zazwyczaj matrona, rzadziej młoda jałówka. Najlepiej pasuje określenie Yarpena Zigrina, o bodajże Yennefer, ” Patrzcie ludzie co za dziwo kobyła wierzchem na wałachu jedzie”. Porusza się, a w zasadzie walczy, taka lady rowerem, który często stanowi ponad 50% jej wagi (szczególnie gdy lady ma dwadzieścia kilka lat, jest wegetarianką, kocha zwierzęta i popiera legalizację związków jednopłciowych), który ma dodatkowy nikomu do szczęścia niepotrzebny osprzęt w postaci dodatkowych juk, bagażników i koszyków oraz dynama (które samo w sobie jest jakimś rozwiązaniem z epoki gdy po ziemi chadzał Tesla). Oczywiście porusza się ubrana w spódnicę, aż chce się zaśpiewać jakaś szantę mazurską dla szatana…
Najbardziej wkurwiającym elementem, poza spódnicą, która powoduje, że pani staje się dwa razy szersza, jest szczere i płynące z głębi romantycznego serca rozkojarzenie i rozmarzenie. Cichutkie “przepraszam” i niewinny trzepot rzęs są niebezpieczne (swoiste stairway to heaven ze zjazdem na highway to hell, czyli potocznie mówiąc małżeństwo romantyczne) lub też przeciwnie ryk rannego bawołu szturmującego cię ze wdziękiem rozmiaru XXXL. W każdym przypadku trzymać się z daleka.
Uwaga, istnieje odmiana, która w dowodzie ma wpisane mężczyzna. Wersja starsza nie jest niebezpieczna i zazwyczaj są to najnormalniejsi panowie. Wersja młodsza mogła by zaciągnąć przed ołtarz jeżeli była by legalizacja związków partnerskich (opędzać się pompką).
Złożona z taty pozera, mamy która musi koniecznie doglądać swoich dzieci i dzieci, które wkroczyły w ten wiek, w którym pomysły głupie stają się też i niebezpieczne. Najbardziej wkurwiajace jest jeżdżenie tyralierą i pretensje, że inni śmią wymijać rodzinkę na rodzinnej wyprawie (dookoła osiedla).
Po czym poznać polaka w Niderlandach? Po tym, że chodzi po ścieżce rowerowej.
I do póki będzie to aktualne należy pamiętać o tym, że oczy dookoła głowy i zasada ograniczonego zaufania są najlepszymi przyjaciółmi każdego bikera.
Otwieram stronę wyborczej i co widzę? 
Hm… “Nowa seksowna wokalistka na polskim rynku muzycznym”. Ja się pytam, czy dana nowa wokalistka potrafi śpiewać. Czy dana wokalistka śpiewa dupą. Czy dupa by dobrze śpiewać musi być seksowna?
Jeżeli będziemy patrzyć na muzyków w tym kraju tylko przez pryzmat wielkości cycków, tyłka i tego kto komu i gdzie dał dupy to nigdy nie będziemy mogli poszczycić się jakimiś osiągnięciami na tak zwanej scenie pop. Nawet Doda oceniana jest tylko i wyłącznie przez ten pryzmat. Nikogo nie obchodzi, że dziewczyna ma niezłe możliwości wokalne i mogła by dużo zwojować na zachodzie nie tylko silikonami i gołym tyłkiem. No, ale… dupa jest najważniejsza…