Pomylenie pojęć…

Przeczytałem sobie ten artykuł. I dochodzę do wniosku, że autor nie rozumie o czym pisze. Moje słowa zabrzmią brutalnie, ale kosa nie zna podstawowych różnic pomiędzy pracą na zlecenie (modne słowo freelance), pracą zdalną i pracą z domu.

Praca na zlecenie

Czyli to co najczęściej jest synonimem każdej działalności zawodowej z domu. Przez połowę swojej kariery zawodowej pracowałem na umowie o dzieło. Pracę świadczyłem w siedzibie klienta i z pracą zdalną nie miało to nic wspólnego. Mówiąc dokładnie siedziałem na tyłku po 8-10 godzin w biurze i mogłem się tytułować „freelancerem”. Po polsku nazywa się to pracownik najemny, a samo słowo freelance zostało użyte w „Ivenhoe” sir Wiliama Scotta w odniesieniu do najemnych kompani w średniowieczu. W przypadku IT najodpowiedniejszym terminem jest raczej parobek (sezonowy pracownik).

Praca z domu

Często mylona z pracą zdalną ponieważ używa się tych określeń zamiennie w IT. Praca z domu może być na etacie lub na umowie o dzieło/zlecenie. Generalnie pracę świadczymy w miejscu zamieszkania za pomocą narzędzi dostarczonych przez pracodawcę lub własnych. Doskonałym przykładem pracy z domu jest praca pisarza. Dostaje on zlecenie zaszywa się gdzieś na bezludziu i tworzy dzieło. Niezłym przykładem jest też robienie na drutach na sprzedaż.

Praca zdalna

Z pracą zdalną jest mały problem, bo można przyjąć, że praca z domu jest podzbiorem pracy zdalnej. Jednak nie zawsze. Praca zdalna to praca poza siedzibą firmy, ale z pełnym wykorzystaniem firmowych zasobów. VPN, smartphon i fiacik pełen jogurtów do sprzedania. W IT praca zdalna to zakurzona serwerownia klienta i laptop z dostępem do sieci firmowej, w której trackujemy czas poświęcony na „tego cholernego durnia”.

Jak widać te rodzaje pracy nie mają ze sobą za dużo wspólnego i są w praktyce niezależne. Pracując w poprzedniej fabryczce miałem pracę zdalną z domu lub siedziby klienta. Jeszcze wcześniej pracowałem na zlecenie siedząc na dupie po kilka godzin w biurze. Wniosek, autor tekstu nie rozumie o czym pisze.

Mity pracy na zlecenie

Mit pierwszy. Swoboda czasu.

Nie zawsze i nie wszędzie. Pracując na zlecenie można siedzieć w biurze w określonych godzinach i hodować odparzenia na tyłku. Można też siedzieć w domu lub ulubionej knajpie, ale dość ciężko jest całkowicie swobodnie dysponować swoim czasem. Powód zawsze ten sam. Samo się nie zrobi. Jeżeli jesteśmy solidni i szybko wykonamy nasze zlecenie to możemy być pewni, że klient będzie chciał zmian. Zmiany są jedyną pewną rzeczą w IT, pamiętajcie o tym. Jeżeli zlejemy klienta i będziemy robić wszystko na ostatnią chwilę to czeka nas kilka ciekawych nocy i Zombie Mode po projekcie. W końcu jeżeli potrafimy zrównoważyć sobie czas pracy to popadamy w pewien rygor i rutynę. Czyli innymi słowy i tak siedzimy w wyznaczonych godzinach na dupie przy biurku.

Mit drugi. Swoboda zleceń.

Był czas kiedy można było swobodnie wybierać zlecenia i dyktować ceny. Zresztą najlepsi na rynku nie mają tego problemu. Cała reszta bierze zlecenia patrząc tylko czy są wstanie je wykonać, chociaż i tu zdarzają się wyjątki. Niestety do gara trzeb coś włożyć i prąd do kompa też kosztuje. Przy mniejszej ilości zleceń pojawiają się puste przebiegi, a kasa szybko się kończy.

Mit trzeci. Małe podatki, duże zarobki.

Podatki rzeczywiście są niewielkie. 50% koszty uzyskania w praktyce nie tylko podnoszą progi, ale wręcz pozwalają na uzyskanie pokaźnych zwrotów. Z drugiej strony jeżeli policzymy ile kasy idzie na prywatne ubezpieczenie to mało się to opłaca. Niby składka jest niewielka, bo ubezpieczenie full-wypas wraz z pełną obsługą w szpitalu kosztuje maksymalnie 200 zł, ale w umowach jest zazwyczaj zastrzeżenie dotyczące maksymalnych kosztów leczenia i dwa w praktyce nie można liczyć na leczenie wysoko specjalistyczne przez pierwszych kilkanaście miesięcy. Dodatkową ciekawostką są schorzenia, które pojawiły się po zawarciu umowy. Dobry lekarz orzecznik stwierdzi, że w momencie zawierania umowy w zasadzie powinniście umierać. Inaczej powiedzą wam D.I.E. kliencie.
Kolejną zaletą związaną z pracą jako parobek, jest szeroka oferta kredytowa dla pracującego. Być może uda się uzyskać kredyt na połowę wartości mieszkania w złotówkach i w SKOKu. Niestety najemnik ma zdolność kredytową niewiele większą niż bezrobotny, którym de facto dla banku jest. Można między bajki włożyć mity o młodych, zdolnych freelancerach, którzy mają 200 metrową chałupę w centrum najbardziej pozerskiej dzielnicy i rozbijają się najnowszym Porsche. Mają zazwyczaj nie umowę o dzieło, a kontrakt managerski i często zabezpieczenie w postaci imiennych akcji. Ostatnia rzecz to ZUS i emerytura. Jak pracowałem na umowie o dzieło to miałem możliwość zainwestowania w przyszłość. Na całe szczęście szybko się wycofałem na konto typu 5% w skali roku i nie mam dużych strat. Na emeryturę może będzie. ZUS jak zły by nie był daje gwarancję, że jakieś te pieniądze dostaniemy. Marne, bo marne, ale zawsze. Inwestując samemu możemy mieć tylko do siebie pretensje.
Ostatni element układanki to tak zwane duże zarobki. No nie wiem czy zarobki są takie duże. Patrząc na portal Zlecenia przez net coraz bardziej zaczynam cenić etat. Większość zleceń to drobne prace, które nie są warte więcej niż 500zł, a zabierają około tygodnia. Dla mnie są to niecałe dwa dni pracy w biurze. Dla bardziej doświadczonych kolegów często jest to mniej niż godzina pracy. Człowiek powinien się cenić, ale nie jak najtańsza kurwa robić za 10zł na godzinę.

Podsumowanie

Freelance został wymyślny w starożytności. Najwięksi kozacy mieli armie freelancerów, którzy rabowali, gwałcili, palili i mordowali jak świat długi i szeroki. Dziś jest to forma zatrudnienia dobra dla osób, które traktują pracę jako zajęcie dodatkowe. Studenci, osoby wychowujące małe dzieci. Względnie jest to dobra forma zatrudnienia wszędzie tam, gdzie efekty pracy są niewymierne. Artyści, prawnicy czy architekci Pracują zazwyczaj w taki sposób, że trudno im nakazać siedzenie za biurkiem. Jest wena jest praca. Nie ma weny nie ma płacy. Nieźle sprawdza się też tam gdzie wykonywane są bardzo konkretne prace np. tłumaczenie tekstów lub remontowanie mieszkań.
Rozważając wszystkie za i przeciw oraz biorąc pod uwagę moje doświadczenia związane z pracą dochodzę do wniosku, że praca na zleceniach jest fajna do czasu. Jeżeli musimy przejść w całości na własne utrzymanie warto rozejrzeć się za etatem.

6 myśli na temat “Pomylenie pojęć…

  1. „ZUS jak zły by nie był daje gwarancję, że jakieś te pieniądze dostaniemy.”

    No pewnie, jakiś banknot zawsze przyjdzie z zusu. To, że demografia wywali system ubezpieczeń społecznych za 15-20 lat zmieni tylko to, że ten banknot będzie wart tyle co papier toaletowy.

  2. Z kilkoma szczegółami się nie zgodzę, ale w ogólności – święte słowa Koziołek! Zapomniałeś tylko wspomnieć o mix’ie – czyli formie, w jakiej wypinają się na nas pracodawcy. 1/20 etat reszta freelance, kiedy niby masz umowę o pracę, to jest ona na minimalną stawkę, która pokrywa tylko podstawę. W takim wypadku jesteś w podwójnej rzyci.

  3. Maćku, banknot, który dostaniesz z ZUSu jest pewien. Jeżeli samemu inwestujesz to możesz się obudzić z ręką w nocniku na 3 miesiące przed emeryturą. System emerytalny może się nam nie podobać, ale daje przynajmniej teoretycznie gwarancję tego, że nie umrzesz z głodu na emeryturze. Oczywiście wizja rozwalenia całości nie jest optymistyczna, ale pamiętaj, że państwo nie może zbankrutować.

  4. No tak, przecież napisałem, że z zusu zawsze coś przyjdzie. Napisałem też, że nie będzie nic warte 🙂

    http://epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/KS-SF-08-072/EN/KS-SF-08-072-EN.PDF

    W 2040 ludność Polski zmniejszy się o 3 mln, ludności w wieku <65 lat ubędzie o jedyne 7 mln, emerytow przybedzie jedynie 6,2 mln czyli ich liczba zwiększy się dwukrotnie.

    Biorąc pod uwagę, że zus to jedna wielka piramida finansowa (ala Berni Madoff), do której już teraz trzeba dopłacać miliardy z budżetu, można zobaczyć lub nie (zależy od wiary w tych co zbierają podaty), że zus jest SKAZANY na porażkę.

    Więc mimo wszystko wolałbym samemu inwestować w swoją emeryturę, niż wrzucać do to zusu, z którego nic nie wyjmę.

    A co do budzenia się z ręką w nocniku na 3 miesiące przed emeryturą słowo klucz – dywersyfikacja.

    Na temat OFE nie będę się wypowiadał, obligacje sam mógłbym kupić bez 7% prowizji…

  5. Szczęście w nieszczęściu, że parę lat przed bankructwem totalnym zusu padną inne systemy emerytalne, więc będzie chociaż kilka lat na reakcję…

  6. Właśnie szczęście w nieszczęściu może okazać się zbawienne, bo tym razem to my poeksperymentujemy sobie na np. Niemcach.

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

To create code blocks or other preformatted text, indent by four spaces:

    This will be displayed in a monospaced font. The first four 
    spaces will be stripped off, but all other whitespace
    will be preserved.
    
    Markdown is turned off in code blocks:
     [This is not a link](http://example.com)

To create not a block, but an inline code span, use backticks:

Here is some inline `code`.

For more help see http://daringfireball.net/projects/markdown/syntax