Co mnie wkurwia II – typy rowerowe

Dzisiejszy odcinek poświęcę przedstawieniu kilku rzeczy, które są irytujące gdy wsiadam na rower. Żeby nie było. Sam świętym nie jestem. Jeżdżę szybko i czasami „na styk”, ale nie narażam specjalnie bezpieczeństwa innych użytkowników.

DDR, czyli popularne ścieżki rowerowe i to co w ich okolicach

Krzaczki, drzewka, zielenina

Utrzymanie ścieżki należy do zadań właściciela drogi. Bardzo często jest jednak tak, że zamiast utrzymywać ścieżkę w stanie przejezdnym właściciel jest szczęśliwy, że ścieżkę ma. Niestety posadzone wzdłuż ścieżki krzaki po pewnym czasie skutecznie zwężają przejazd i ograniczają widoczność. Sztandarowy przykład to ścieżka wzdłuż ul. Rosoła przy dojeździe do ul. Gandhi od strony ul. Ciszewskiego. Łuk + zjazd + krzaki, które nie dość, że są wyższe niż pieszy to jeszcze wchodzą na ścieżkę. Efekt, gówno widać, czy ktoś mi zza zakrętu nie wyskoczy, a dodatkowo kierowca jadący Rosoła nie widzi zbliżającego się rowerzysty.

Kostka betonowa

„Tania”, „solidna”, „estetyczna”. Cena kostki w porównaniu z ordynarną wylewką betonową jest porównywalna, a w porównaniu z asfaltem wyższa. Ścieżka z kostki jest solidna zazwyczaj do pierwszej zimy. Później wystarczy już tylko większy deszcz by w równej drodze zaczęły robić się doły. Po kilku latach dochodzi jeszcze problem posadzonych wzdłuż ścieżki drzewek/krzaków, których korzenie zaczynają rozsadzać nawierzchnię. Do tego kostka jest nierówna i ciężko po nie jechać. Co do estetyki to każdy ma swój gust, a mój mówi, że kostka dobrze wygląda wtedy gdy jest dobrej jakości. Taka nie może być tania.

Krawężniki

Ktoś wybudował ścieżkę, przejazdy, sygnalizację. Jednak zapomniał, że krawężnik nie może wystawać więcej niż kilka milimetrów nad powierzchnię ścieżki. Rower nie samochód nie ma aż takiej tolerancji na różnice wysokości i jest raczej mało stabilny.

Kierowcy, czyli człowiek + samochód – mózg

Pan i władca

Droga jest tylko jego. Nie ma za grosz szacunku do innych użytkowników dróg (w sensie droga + DDR + chodnik), nie zna zasady ograniczonego zaufania, a przepisy jego zdaniem to tylko sugestia. Zazwyczaj porusza się służbowym Wieśwagenem Passatem 2.0 TDi lub wysłużoną Astrą z wielką reklamą firmy, którą reprezentuje. Typ bardzo niebezpieczny. Nie ma zwyczaju zwalniania przy skręcaniu na strzałce, ani mijania roweru jadącego po drodze w przepisowej odległości 1m.

Pan „nie widziałem”

Bo nie uważam co robię. Jak uważać rozmawiając na raz przez komórkę, zmieniając bieg i popijając kawę? W wersji damskiej często robi makijaż. Podobnie jak poprzedni typ ma przykry zwyczaj olewania przepisów.

Dziadunio

Mój dziadek ma ponad osiemdziesiąt lat i nadal ma prawo jazdy. Poza tym ma problemy ze wzrokiem. Zatem jak wyjeżdża na drogę staram się nie jeździć rowerem. Problem tego typu ludzi polega na tym, że nie czują, iż stan zdrowia nie pozwala im na bezpieczne poruszanie się samochodem. Na całe szczęście jeżdżą automobilami, którymi ciężko złamać ograniczenie prędkości. Niestety słaby refleks i wzrok, które musi im zastąpić nasze ogarnięcie.

Piesi

Ścieżka? Jak ścieżka?

Wczoraj takiego ojebałem. Widząc rower specjalnie wlazł na ścieżkę. Hebel, rower na sztorc i swojska kurwa. Znaki nie starczają. Zacznie reagować jak mu ktoś w dupę wjedzie i krzywdę zrobi. Dal przypomnienia przeciętny kolarz amator waży razem z rowerem od 80kg do 130kg i porusza się nie wolniej niż 20km/h. Jeżeli chcesz sprawdzić co stanie się w trakcie zderzenia walnij „na dechę” na trawę z wysokości 5-8m. W wypadku rowerowym pieszy nie ma szans. Rowerzysta z reszta też nie.

Właściciel psa

Typ wybitnie wkurwiający. Nie widzi świata poza swoim pupilkiem i będzie darł mordę, że mu zwierzę chcemy rozjechać. Dla napalonych. Najechanie na psa jest bardzo niebezpieczne. Centra koła pewna i potencjalnie lot przez kierownicę do tego będziemy mieli czyszczenie zębatek z mięsa. Jedyny plus to możliwość uzyskania odszkodowania trzeba tylko wezwać policję i przypilnować by psiarzowi wystawiła mandaty za łażenie po DDR (50PLN) oraz za niestosowanie się do art. 77 kodeksu wykroczeń (o niezachowaniu środków ostrożności przy chowie zwierząt – 250PLN lub nagana). Później sąd cywilny i proces o odszkodowanie za uszkodzenie roweru. No i na fakturach za naprawę nie warto oszczędzać.
Jeszcze gorsza sytuacja to ta w której piesek jest wyprowadzany na 10m smyczy. Nie idzie tego ominąć. W tym przypadku można spokojnie ojebać właściciela. Względnie w sytuacji ekstremalnej (tylko trzeba umieć to zrobić) przeciąć smycz „w locie”.

Matki z dziećmi

Drogie mamy. Wasza pociecha będzie malowniczo wyglądać jak po epickim locie z wózeczka potrąconego przez rower roztrzaska główkę o chodnik lub krawężnik. Serio. Chcesz sprawdzić? Częściej spaceruj po DDR.

Rolkarze

Dla przypomnienia DDR to Droga Dla ROWERÓW, a nie Droga dla ROLKARZY. Niestety charakterystyka jazdy na rolkach jest taka, że jedziesz zygzakiem. Ciężko wyminąć czy bezpiecznie ominąć. Moja rada – jak mijacie delikwenta to zrównać się z nim i pierdolnąć pompką. Następnie zatrzymać się i zapytać czy wezwać policję.

Moherowe babcie

To grupa niereformowalna ze względu na wiek i przyzwyczajenia. Jednak najskuteczniejszy jest Airzount + nitro jak by dostała zawału… Nie radzę podjeżdżać, czy próbować opieprzyć. Jako młodszy zawsze wyjdziesz na chama. Jak już popadniesz w konflikt słowny warto wezwać policję. Przy niskiej emeryturze pięćdziesięciozłotowy mandacik będzie najlepszym nauczycielem jakiego babcia miała w życiu.

Rowerzyści i przypadki podobne

Rodzice z dziećmi na rowerkach

Dziecko zanim nie skończy 10 lat jest uznawane za pieszego nawet jeżeli porusza się na rowerku pierwszokomunijnym full wypas, którego cena przekracza budżet średniej wielkości afrykańskiego państwa. DDR nie jest też najlepszym miejscem do nauki jazdy. Dziecko nie posiada jeszcze odpowiedniej koordynacji i jeździ w sposób, którego opis pasuje bardziej o zapitego pracownika byłego PGRu. Do tego należy dołożyć brak instynktu „latania w stadzie”, czyli zwyczajnego poruszania się w tłumie oraz odpowiedniego refleksu by sprawnie wykonywać niektóre manewry.

Pan i władca

Przesiądzie się ze swojego zdezelowanego Passata (który zazwyczaj ma na liczniku 30tyś km tylko dlatego, że licznik się przekręcił) na lśniący nowością, super mark(et)owy sprzęt roweropodobny i po wbiciu się w specjalny kombinezon (który dla gościa przemierzającego w sezonie mniej niż 100km daje tylko tyle, że wygląda) wyjeżdża na DDR. Mały problem jeżeli nasz bohater ma świadomość, że jego umiejętności są marne. Jedzie w tedy powoli i ostrożnie. Gorzej jeżeli ma kryzys wieku średniego i przez przypadek kupił jeszcze SPD… wtedy mam do czynienia z najniebezpieczniejszym rodzajem rowerzysty jaki istnieje. Wysokie ego (czasami poparte startem w maratonie… na dystansie hobby), małe umiejętności (przecież na rowerze każdy głupi potrafi) i do tego duża nadwaga. Zderzenie z rozpędzonymi 150kg jest bardzo nieprzyjemne. Na całe szczęście można takiego przewieść na kole i od razu się uspokaja. W odmianie ekstremalnej jest to były policjant/żołnierz/prokurator/sędzia i zderzeni z nim może zaboleć po portfelu.
Jeden plus nic nie poprawi humoru jak widok starego chłopa płaczącego jak dziecko, że jego zabawka za 20tyś zarobiła rysy po wywrotce na dobrej jakości leśnym dukcie.

Młodzi gniewni

To samo co powyżej, ale jakieś 30 do 40 lat mniej. Często chcą być jak goście X-games tyle tylko, że zamiast uczciwie ćwiczyć, a miejsc do nauki w Warszawie i okolicach jest kilka, zaczynają szpanować na DDR. Nie jeździć, a właśnie szpanować. Prosta równa droga, a ten hop do góry jakby miał nie wiadomo jaki korzeń do przeskoczenia. Drugą ulubioną i dość niebezpieczną sztuczką jest jazda na jednym kole. Tego trzeba się nauczyć, to jest trudna sztuczka na góralu przystosowanym do jazdy miejskiej (wysokie siodełko) i niestety zazwyczaj kończy się przywaleniem o ziemię i zygzakiem po całej szerokości ścieżki.
Podgrupę stanowią posiadacze Porsche, którzy często pierwszy sezon w życiu jeżdżą na profesjonalnym rowerze i bardzo nieporadnie radzą sobie z pracą przerzutkami i biegami, nie maja wyczucia do hamulców tarczowych czy też przyjmują dziwną „tru profesjonalną” pozycję, która utrudnia jazdę. Oczywiście ze względu na grubość portfela i przerost ego nie chcą się uczyć.

Dziadunio

Typ jak i powyższe. Przesiadł się z za kółka swojego Trabanta na wysłużony rower marki Ukraina lub jakiegoś składaka marketowego i jedzie w Polskę. Problemem nie jest tyle co samo zachowanie, bo tego typu ludzie należą bardzo dobrych użytkowników DDR, ale nieumiejętność przyjęcia do wiadomości, że podobnie jak na drodze są szybsi i wolniejsi tak i na ścieżce „tempo spacerowe” oznacza dla mnie na przykład 25km/h. Do tego dochodzą szarmanckie maniery, które są fajne, ale nie za bardzo można je stosować w ruchu. Ostatnia wada to jazda stadna, która powoduje blokadę całej szerokości ścieżki. Niestety pomimo dobrych chęci grupy mają też dość duży czas „zwinięcia” się co oznacza, że wymijanie, omijanie i wyprzedzanie najbezpieczniej wykonać po trawie.

Panie na holenderkach

Zazwyczaj matrona, rzadziej młoda jałówka. Najlepiej pasuje określenie Yarpena Zigrina, o bodajże Yennefer, ” Patrzcie ludzie co za dziwo kobyła wierzchem na wałachu jedzie”. Porusza się, a w zasadzie walczy, taka lady rowerem, który często stanowi ponad 50% jej wagi (szczególnie gdy lady ma dwadzieścia kilka lat, jest wegetarianką, kocha zwierzęta i popiera legalizację związków jednopłciowych), który ma dodatkowy nikomu do szczęścia niepotrzebny osprzęt w postaci dodatkowych juk, bagażników i koszyków oraz dynama (które samo w sobie jest jakimś rozwiązaniem z epoki gdy po ziemi chadzał Tesla). Oczywiście porusza się ubrana w spódnicę, aż chce się zaśpiewać jakaś szantę mazurską dla szatana…
Najbardziej wkurwiającym elementem, poza spódnicą, która powoduje, że pani staje się dwa razy szersza, jest szczere i płynące z głębi romantycznego serca rozkojarzenie i rozmarzenie. Cichutkie „przepraszam” i niewinny trzepot rzęs są niebezpieczne (swoiste stairway to heaven ze zjazdem na highway to hell, czyli potocznie mówiąc małżeństwo romantyczne) lub też przeciwnie ryk rannego bawołu szturmującego cię ze wdziękiem rozmiaru XXXL. W każdym przypadku trzymać się z daleka.
Uwaga, istnieje odmiana, która w dowodzie ma wpisane mężczyzna. Wersja starsza nie jest niebezpieczna i zazwyczaj są to najnormalniejsi panowie. Wersja młodsza mogła by zaciągnąć przed ołtarz jeżeli była by legalizacja związków partnerskich (opędzać się pompką).

Familia

Złożona z taty pozera, mamy która musi koniecznie doglądać swoich dzieci i dzieci, które wkroczyły w ten wiek, w którym pomysły głupie stają się też i niebezpieczne. Najbardziej wkurwiajace jest jeżdżenie tyralierą i pretensje, że inni śmią wymijać rodzinkę na rodzinnej wyprawie (dookoła osiedla).

Podsumowanie

Po czym poznać polaka w Niderlandach? Po tym, że chodzi po ścieżce rowerowej.
I do póki będzie to aktualne należy pamiętać o tym, że oczy dookoła głowy i zasada ograniczonego zaufania są najlepszymi przyjaciółmi każdego bikera.

19 myśli na temat “Co mnie wkurwia II – typy rowerowe

  1. Dziadów naprawdę się boję. Taki powoli i konsekwentnie staranowałby Cię jadąc swoje 60 km/h. I mógłby Cię tak wlec przez pół miasta. Łysy burak w Golfie może powodować niebezpieczne sytuacje na drodze, ale przynajmniej kiedy już je wywoła, to stara się uniknąć kolizji. Dziadek by nawet nie zauważył, że zderzył się z innym samochodem.

  2. Zapomniałeś o zachowaniu pieszych na ścieżkach pieszo-rowerowych. „Ruch prawostronny? Jaki ruch prawostronny”?

  3. Nie przesadzasz aby?
    Sam też jestem rowerzystą i sporą część przypadków, które opisujesz po prostu uwzględniam w swoich wyprawach po mieście. Np. piszesz tzw. holenderkach, a tymczasem na ścieżkach „tranzytowych”, czyli między uczelniami i akademikami, albo parkami, sklepami babeczki na holenderkach są normą i nic mi do tego. One używają roweru do codziennych spraw i stanowią moim zdaniem piękny obraz nowoczesnego sposobu przemieszczania się. Wiele z nich jest też ładnych 😉 Holenderka = rower miejski, a mój rower = rower górski, więc chyba nawet nazwa typu mówi coś o przeznaczeniu roweru (choć nie wiem na czym Ty jeździsz, ale zgaduję, że też na góralu) i daje holenderkom prawo do korzystania z DDR takie samo jak i innym rowerzystom.
    Mam taką zasadę: po mieście nie gazuję, bo wiem, że mogę spotkać spacerowiczów, dziadków, mamuśki z dziećmi i babeczki w drodze z biblioteki – to jest miasto i tego się spodziewam. Za to gazuję poza miastem, ew. na szlakach rekreacyjnych w mieście – tam jest teren, więc i na góralu mogę się wyżyć.
    Ze to w pełni popieram Twój sprzeciw co do _niektórych_ pieszych włażących na DDR i _niektórych_ kierowców, którzy rower traktują jak komary, czy muchy.
    Ogólnie cieszę się, że kultura rowerowa u nas się rozwija. Daleko nam do takiej Holandii (bardzo daleko), ale postępy widać z roku na rok.
    Więcej optymizmu! 🙂

  4. @xis, jeżdżę MTB, bo na nasze trasy miejskie i mój sposób jeżdżenia nic innego się nie nadaje. Może za dwa lata do jazdy po mieście kupię szosówkę z dętkami 18mm i będzie hardcore, ale na razie „góral”.
    Z tymi holenderkami to pisałem przede wszystkim o osobach, które jeżdżą chyba od wielkiego dzwonu. Widać, że ten rower panuje nad nimi, a nie oni nad rowerem. Kiedyś jeździłem przez pewien czas czymś takim (jeszcze z damską ramą) i powiem szczerze, że trzeba się nauczyć od nowa. Raz, że nie ma tylnego hamulca tylko torpedo co oznacza brak ABSu i częste „krechowanie”, a dwa taki rower waży około 6-10kg więcej niż trekkingowy co powoduje, że ma większą bezwładność i potwornie ciężko nad nim zapanować. Do Holandii nam niestety daleko…

    Swoją drogą jak to jest, że holendrzy pomimo znacznie gorszego „klimatu rowerowego” jeżdżą cały sezon?

  5. @koziolek, zgadzam się co do bezwładności holenderek. Moja narzeczona (swoją drogą idealnie pasująca do Twojego opisu odnośnie wegetarianek kochających zwierzęta i popierających hommozwiązki 😉 ) ma taką landarę na wielkich kołach i gdyby nie moje kilka usprawnień technicznych to ten rower ważyłby pewnie z 25kg! Na szczęście parę rzeczy udało mi się wymienić i jest lżejszy, co niestety nie znaczy, że zwrotniejszy. No, ale taka jest natura roweru miejskiego – żeby sunął po tej ścieżce jak Harley Davidson po szosie 😉
    Odnośnie holendrów jeżdżących cały rok, to nie tylko oni – w takiej np. Kopenhadze też rowery są normą. Rowery to przyszłość, może w Polsce też to kiedyś zrozumiemy.
    Szerokości 🙂

  6. @xis, a najlepsze jest to, że oni w zimie mają naszą późną jesień i dużo deszczu. A ja już wolę śnieg niż deszcz…

  7. ok, pewnie mnie zaraz zlinczujecie, ale co tam. Z perspektywy kierowcy dojeżdżającego codziennie spoza warszawy do pracy. Wkurzają mnie rowerzyści którzy nie mogą jeździć poboczem, tylko muszą jechać asfaltem na trasach dojazdowych do/z warszawy utrudniając ruch. Niestety większość dróg jest wąska. Po jednym pasie w każdą stronę o sporym natężeniu ruchu w godzinach szczytu. Żeby się nie rozczulać za bardzo. Drogi rowerzysto. Używaj pobocza jak masz taką możliwość. Rowerem *górskim* można jeździć nie tylko po asfalcie. Serio.

  8. @króliku, rowerzysta jest takim samym uczestnikiem ruchu jak kierowca i zgodnie z przepisami może walić „całą szerokością” pasa. Jazda poboczem z perspektywy kierowcy będzie gorsza. Pobocze potrafi niespodziewanie wybić rowerzystę w bok, a wtedy jest źle.

  9. @Koziołek
    Hej, a ja tu się zgodzę z większością opisów rowerzystów z tym małym zastrzeżeniem, że nic w tym złego nie widzę.

    Kiedy jeżdżę na rowerze po to, żeby możliwie szybko dotrzeć gdzieś lub po prostu się pokatować to z reguły jestem na ulicy. Wszyscy rolkarze, biegacze, rodzinki jeżdżące na rowerach – uważam, że ścieżki rowerowe są bardziej dla nich niż dla mnie. Dla tych, dla których jazda ulicą to wielki problem i niebezpieczeństwo.

    Z kolei jak jadę ścieżkami i chcę którąś z tych grup wyprzedzić to uważam, że to ja jestem w tej sytuacji gościem, któremu „zachciało się zapieprzać” w niedzielne popołudnie i to powinien być bardziej mój kłopot niż ich.

    Poza tym gdy piszesz o braku kultury to widzę Ciebie (po tym opisie) jako świetny przykład tego braku. Przyłożyć pompką? Poniosło Cię zdecydowanie. Zjebywać ludzi? A ilu rowerzystów jeździ po chodnikach, bo boją się skorzystać z ruchliwej ulicy, a ścieżki nie ma? Czy wtedy piesi mają ich lać i opieprzać? Może tolerujmy się nawzajem a jak ktoś stwarza niebezpieczne sytuacje można po ludzku to wytłumaczyć (mi tak tłumaczono i lekcje poskutkowały).

    Czy naprawdę jeździliście rowerami po Amsterdamie? Tam pieszych na ścieżkach jest zdecydowanie więcej niż u nas – od tego są dzwonki, aby na czas zchodzili. Kultura jak dla mnie w dużej mierze polega tam na tym, nie że się traktuje rowerzystów jak święte krowy tylko, że się ludzie nawzajem szanują (nie biją pompkami, zaskarżają i wzywają policję). Jeździłem tam niewiele ponad jeden dzień, ale takie są wnioski z tej krótkiej obserwacji.

    @krolik

    Rozumiem Cię, mnie też to wkurza gdy jadę samochodem. Jak jadę na rowerze to robię sam tak i wtedy wkurzają mnie wyprzedzające blisko samochody, a najbardziej korek złożony z samochodów z 1 osobą w środku (kierowcą) i nikim więcej. Jak widać punkt widzenia leży na wprost siedzenia, a każdy powód jest dobry, żeby człowiek mógł powiedzieć co go strasznie wkurwia 🙂

    Pozdrawiam wszystkich

  10. @Wojtek jeżeli poruszasz się po drodze, a obok jest DDR to łamiesz przepisy i stwarzasz zagrożenie. Jeżeli rowerzysta jedzie po chodniku, a obok jest DDR to zazwyczaj przy spotkaniu ze mną gość leży. Jeżeli nie ma DDR jedziesz ulicą. Reguły są bardzo jasne. W Amsterdamie większość DDR są to wydzielone pasy na jezdni. Tam gdzie DDR jest wytyczona na chodniku to zazwyczaj dopuszczony jest ruch pieszo-rowerowy całą szerokością drogi(tarcza ze znakami C-13 i C16 oddzielonych poziomą kreską). To są jedyne miejsca gdzie pieszy i rowerzysta mogą razem przebywać i rowerzysta musi ustąpić pierwszeństwa.
    Co do pompki to niestety jest to jedyny argument, który trafia do wielu ludzi. Nie lubię, ale czasami w sytuacjach ostatecznych stosuję i nic na to nie poradzę.

    Swoją drogą ciekawostka na DDR nie ma ograniczenia prędkości.

    Do grupy kierowców od wczoraj zaliczam skuterzystów na DDR.

  11. „to zazwyczaj przy spotkaniu ze mną gość leży” co masz na myśli? Mówisz mi, że łamię przepisy jak jadę drogą obok DDR, a sam rzucasz takie teksty? Gdzie tu większe zagrożenie? Chyba zapominasz, że jak ktoś łamie przepisy ruchu drogowego, to inni uczestnicy nie są wtedy uprawnieni do żadnych rękoczynów!

  12. Otóż to. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia 😉 Nic na to nie poradzimy. Odwieczne konflikty grup uczestników ruchu drogowego są nieuniknione. Polacy to naród wojujący. Mamy to we krwi 😉

  13. Chyba trochę za ostro Koziołek. Rowerzyści na chodnikach to taka sama zmora jak piesi na ścieżkach.
    Niewiele ponad miesiąc temu, kiedy moja żona była jeszcze w zaawansowanej ciąży zostaliśmy niemal rozjechani przez takiego pajaca na dwóch kołach.
    Kiedy zaraz później wracał wystarczył lekki balans ciałem, żeby stracił pewność i panowanie nad kierunkiem jazdy a chwilę potem pięknie rył gębą o chodnik. Bezcenne.
    Tak jak mówię, zależy od punktu widzenia. Ja sam nigdy nie chodzę po ścieżkach, tak samo jak nie biegam pomiędzy samochodami na ulicach. Masz rację narzekając na pieszych ale pamiętaj, że Twój post można powielić zamieniając miejscami rowerzysta i pieszy a DDR zamienić na chodnik i też będzie pasowało.

  14. @Michał, a kto powiedział, że rowerzyści są święci. Też należy ich tępić, jeżeli pakują się na chodniki tam gdzie nie powinni.

  15. Racja. Komentarz był zresztą dla równowagi a nie dla polemiki 😉

    No ale ja nie o tym chciałem. Zajrzałem bo po lekturze wpisów o Vaadin i wysłuchaniu Cię na JUGu mam pytanie. Szukam frameworka dla Vaadin, bo że Vaadin frameworkiem nie jest to jasna sprawa.
    Jeśli jeszcze nikt się nie pokusił o jakieś MVP/MVC dla Vaadin to może znasz jakieś namiary na dobre praktyki. Coś w stylu sławetnej prezentacji Ray Ryan’a dotyczącej GWT.
    Oczywiście forma dowolna, ale poczytałbym sobie coś o tym jak z Vaadin zrobić dobry projekt.

  16. @Michał, tak na szybko to mi do głowy przychodzi dowolny tutorial do MVC ze Swinga + coś Springowego.

  17. Sama idea MVC czy MVP to nie żaden problem. Dlatego szukam czegoś co jest związane tylko i wyłącznie z Vaadin.
    Taki framework lub zestaw „best practices” na pewno uwzględniałby z góry wiele tak zwanych „common problems”, z którymi nie musiałbym się już użerać.
    No ale nic. Trzeba będzie złożyć z Vaadin jakieś narzędzie do kupy dla siebie.

  18. Dobrze, że zwracasz uwagę na obie strony medalu, bo osobiście strasznie mnie irytują kierowcy, którzy są po prostu debilami i jadą 5cm przy krawężniku, żebym przypadkiem ich nie wyprzedził, ale często w tego typu przemyśleniach nikt nie pisze o idiotycznych rowerzystach, którzy:
    -nie znają zasad ruchu drogowego
    -mają się za święte krowy
    -lansują się jeżdżąc po chodnikach między ludźmi jak między pachołkami.

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

To create code blocks or other preformatted text, indent by four spaces:

    This will be displayed in a monospaced font. The first four 
    spaces will be stripped off, but all other whitespace
    will be preserved.
    
    Markdown is turned off in code blocks:
     [This is not a link](http://example.com)

To create not a block, but an inline code span, use backticks:

Here is some inline `code`.

For more help see http://daringfireball.net/projects/markdown/syntax