Ebook – wada ukryta

Idziesz do księgarni (nie do Empiku) i kupujesz książkę. Co z nią dalej zrobisz zależy od ciebie. Jeżeli chcesz ją komuś pożyczyć. Pożyczasz. Jeżeli chcesz ją podarować. To obdarowujesz kogoś. Jeżeli stwierdzisz, że już ci nie jest potrzebna. Sprzedajesz albo oddajesz do biblioteki. Względnie wpisujesz się w ideę „Bookcrossingu” i pozwalasz książce wędrować po świecie. Koniec końców jak zejdziesz to książki trafią do twoich spadkobierców.

A ebook?

Z ebookiem nie zrobisz żadnej z tych rzeczy. Nie wypożyczysz, bo jest to niewykonalne z plikiem. Nie podarujesz, bo tak samo jak z wypożyczeniem będą problemy natury nazwijmy to materiałowej…

Jest jednak jeszcze gorsza opcja…

Ebooka nie kupujesz. Kupujesz licencję. Oznacza to, że:

  • Książki nie sprzedasz.
  • Książki nie przekażesz komuś innemu, bo licencjonowana jest na ciebie.
  • Książki nie otrzymają twoi spadkobiercy.
  • Koniec końców książki też nie uwolnisz („bookcrossing”).

Za negativem:

Z twittera: Saturday, instead of taking your child to a bookstore, show them your Kindle library and say „When I die, you’re not licensed to use this.” W sumie smutne i ciekawe, czy za 20 lat trzeba będzie mieć licencje na skarpetki.

Jest to przykre i przerażające jednocześnie.

7 myśli na temat “Ebook – wada ukryta

  1. To jedna z przyczyn dla których e-booki mnie nie pociągają. Nie mam ochotę za cenę książki kupować czegoś, co ma funkcjonalność mocno ograniczoną względem książki papierowej. Owszem kupowałabym książki, które z założenia czytam raz i są do wyrzucenia (materiały do pracy, książki „wywiady” ect), ale pod warunkiem, że kosztowały by dużo mniej niż papierowe wydanie.

  2. @elffaran, dorzućmy do tej listy jeszcze książki o językach programowania bazach danych i inne tego typu gdzie zawartość dezaktualizuje się wraz z kolejnymi realisami technologii.

  3. A ja wolę ebooki, a odnośnie tego stronniczego wpisu na twiterze 😉 W stanach możesz korzystać na Kindlu z zasobów bibliotek publicznych za darmo! Co do prezentów to da się to załatwić np. przez Amazon. Kindle też w stanach pozwala na pożyczanie książek innym!
    Widzę, że nie odrobiłeś pracy domowej 😉

    Pewnie, że ładnie wydana pachnąca książka to „efektowniejszy” prezent. Ale to już kwestia osobistych fetyszy. Mnie papier i farta tak nie pociąga. Wolę E-Ink.
    Co do papierowych książek dla mnie największą ułomnością jest, że mi CRTL-F nie działa 🙂

    PS Ilu z was przeczytało książki odziedziczone po dziadkach ?

  4. @lukaszz, nadal jednak jesteś uwiązany licencją. W dodatku twój sprzedawca „cię śledzi” w zakresie wypożyczania. Nie fajnie. Co do bibliotek publicznych to warto pamiętać, że i w PL korzystanie z nich jest darmowe albo wiąże się z symbolicznymi opłatami „na światło”. To, że w USA biblioteki publiczne mają zasoby elektroniczne no cóż… są trochę przed nami w dziedzinie technologii.
    Nie piszę też o papierze i farbie, bo to jest argument „de gustibus non est disputandum” podobnie jak przechowywanie książek. Zresztą nie tak dawno pisałem, że książki papierowe wyewoluują w kierunku dzieł sztuki i eleganckich dodatków do wnętrz.

    Co do czytania książek „po dziadkach” to większość kanonu lektur szkolnych (Mickiewicz, Sienkiewicz, Prus itd.) przeczytałem w wydaniach z biblioteczki rodziców i dziadków. Tak samo było z dużą częścią literatury „młodzieżowej” w stylu „Tomek w…” czy Karola Maya. Obecnie czeka mnie jeszcze inwentaryzacja bibliotek dziadków i zapewne znajdzie się kilka ciekawych pozycji.

  5. Mi zdarzyło się jedynie korzystać z biblioteczki rodziców. Głównie to co ty, plus klasyka z poza lektur szkolnych. Gdybym mieszkał w USA mógłbym te wszystkie rzeczy przeczytać na Kindlu bo na pewno są w każdej szkolnej/publicznej bibliotece. W Polsce są choćby:
    http://www.wolnelektury.pl/katalog/ (choć to nadal bieda w porównaniu usa).

    Moja konkluzja jest taka, że ebook mimo wad (które nie są aż tak poważne) przebija papier. Co więcej zyskają na tym wszyscy. Dzieci które nie będą musiały liczyć na rodziców czy ograniczone zasoby biblioteki (jeżeli chodzi o ilość dostępnych egzemplarzy). Dorośli pożyczający sobie ebooki. Drzewa w Amazonii. Nasze oczy (bo będziemy mogli sobie czcionkę powiększyć gdy będzie taka potrzeba) itd.

    Co do śledzenia przez „providera”. Wiem, że nie fajnie jak jest jakiś wielki brat. Ale zawsze jest jakiś wielki brat. W tej roli Google i Amazon całkiem dobrze sobie radzą. Inna sprawa, że ja jakoś specjalnie nie mam obaw o swoją wolność osobistą itd.

    Wydaje mi się, że jeżeli jest jeszcze ktoś kto uważa, że ebooki nie wyprą w dużej mierze papieru to chyba przespał ostanie 2 lata (nie piję tutaj do nikogo na blogu). Nadal są wady ale ewolucja eksiążek zmierza we właściwym kierunku.

  6. @lukasz: jako ze coraz wiecej readerow to nie e-papier tylko lcd to nie reklamowalbym ebookow jako lepszych dla oczu.

    Nie jestem przeciwnikiem ebookow, ale wole papierowe.
    Zachod zwariowal jednak na punkcie ekologii wiec pewnie biedne ksiazki beda plonac na stosach 🙁

  7. Zgadzam się z @lukaszz, mnie również przekonały e-booki. Co do zalet elektronicznych książek to przyjemnie też mieć setki książek w urządzeniu lżejszym i cieńszym niż przeciętny tablet. Szczególnie, że teraz nowe czytniki dobrej jakości mają wbudowane światełko (oczywiście mówimy o e-papierze) i wiele przydatnych funkcji oprogramowania.

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

To create code blocks or other preformatted text, indent by four spaces:

    This will be displayed in a monospaced font. The first four 
    spaces will be stripped off, but all other whitespace
    will be preserved.
    
    Markdown is turned off in code blocks:
     [This is not a link](http://example.com)

To create not a block, but an inline code span, use backticks:

Here is some inline `code`.

For more help see http://daringfireball.net/projects/markdown/syntax