Bieda śmierdzi

Maciek Aniserowicz popełnił ostatnimi czasy dwa wpisy poświęcone relacjom pomiędzy pracownikami i pracodawcami w IT. Pierwszy z nick poświęcony jest lojalności w IT. Drugi to kontynuacja tematu tym razem w postaci zbioru cytatów z komentarzy pod pierwszym z tekstów. Jest jeszcze jeden wcześniejszy wpis traktujący o tzw. „life work balance” w kontekście warunków pracy, ale ten temat jest czymś zupełnie osobnym i zasługuje na osobną notkę. Okraszoną wstępem Roba Martina do jego prezentacji na Lambda Days. W dużym skrócie Polska nadal 1000 lat za Mormonami jeśli chodzi o warunki pracy.

Po lekturze obu wpisów odniosłem wrażenie, że autor jest delikatnie mówiąc odklejony od rzeczywistości albo też nie potrafi połączyć tego co dzieje się w IT z tym co dzieje się poza IT w całym społeczeństwie.

Przed właściwą lekturą, krótka dygresja. Maciek i ja jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku i mamy podobne doświadczenie branżowe. Co prawda inna technologia, ale uważam, że nasze przemyślenia mają podobne umocowanie w rzeczywistości. Obaj zaczynaliśmy pracę w czasach schyłku „drugiego pokolenia hakerów” – osób, które z jednej strony budowały nowoczesne IT, ale jednocześnie świetnie pamiętały jakie przerwania systemowe należy ustawić w konfiguracji gry by był dźwięk.

Oczywiście ja sprawy widzę trochę inaczej.

To nie IT śmierdzi to bieda

Intuicja podpowiada, że w społeczeństwie gdzie średnia płaca to niecałe 1000 euro miesięcznie (4 tys), a mediana oscyluje w okolicach 700 euro (kwoty brutto) osoba pracująca za prawie 3000 euro nie powinna narzekać. Zresztą mam tu przed sobą raport HAYS Raport płacowy 2016 TRENDY NA RYNKU PRACY i można na jego podstawie stwierdzić, że programiści to elita wśród specjalistów. Mediana dla java developera to 13 tys. PLN.

Rzecz w tym, że intuicja zawodzi. Te niecałe 3 tys euro miesięcznie to około 35,5 tys euro rocznie czyli jakieś 39tys USD. Dla porównania junior java developer w Utah (tam gdzie żyją Mormoni) zarobi 44 tys USD. Można się wkurzyć. Jeżeli jednak nie chcemy wyprowadzać się aż tak daleko to możemy wybrać Danię gdzie minimalna stawka godzinowa to 18 dolarów… tyle mniej więcej ile wynosi stawka godzinowa dla 13tys miesięcznie.

Zatem możemy postawić pierwszą hipotezę. Pomimo stosunkowo dobrych zarobków na tle innych obywateli Przenajświętszej to nadal w porównaniu z innymi krajami zarabiamy skandalicznie mało.

Oczywiście można w tym miejscu postawić sprawę inaczej. W Polsce zarabiamy znacznie więcej niż np. hindusi w Bangalore. Będzie to stwierdzenie prawdziwe. W dodatku jeżeli porównamy się ze średnimi płacami w Indiach (dla Java Developera) to różnica jest znacznie większa niż pomiędzy nami, a tzw. zachodem.

Rzecz w tym, że znacznie bliżej nam do tego zachodu niż do Indii. Zatem naturalnym porównaniem jest to z Niemcami, Duńczykami czy Brytyjczykami. Dodatkowym czynnikiem jest parytet siły nabywczej, czyli to co można kupić za swoje zarobki u nas w Indiach czy w UK. Za trzykrotność średniej krajowej w Niemczech (około 2,1 tys euro) można żyć… hm… na bogato. W Polsce można żyć normalnie.

Jednak samo porównanie zarobków to nie wszystko. Kolejnym elementem związanym bezpośrednio z finansami jest uczciwość polskiego rynku. Na całe szczęście w IT jest z tym całkiem nieźle. Jednak rozsądni ludzie starają się zabezpieczyć. O ile duże firmy regulują faktury i płacą pensje bez opóźnień to już mniejsze firmy mają z tym problemy. Co prawda nie spotkałem na swojej drodze jakiegoś poważnego JanuszSoftu i spory o pieniądze z kontrahentami były sprawami groszowymi to jednak wrażenie pozostaje.

Ostatnim elementem finansowym jest podział zysków, ale tym nie będę się zajmować.

Bieda społeczna, czyli kult jednostki

Argumenty finansowe w IT są, moim zdaniem, średniej jakości. Z jednej strony mamy możliwość porównania zarobków. Z drugiej mamy swobodę przepływu ludzi zatem zawsze można spakować zabawki i ruszyć do krainy klocków Lego. Prawdziwa przyczyna tego co Maciek nazwał brakiem lojalności, a drugiej notce w jednym z cytowanych komentarzy pięknie podsumowano

Business is business

leży w zupełnie innym miejscu.

Cofnijmy się kilkanaście lat. Większość z nas, dzisiejszych programistów, szła właśnie do szkoły. Na ulicach wisiały plakaty z Johnem Waynem, w sklepach pojawiło się dużo towarów, a na ulicach pierwsze zachodnie samochody. Zapewne też nie jeden czytelnik tego bloga dzielnie pokonywał właśnie nasieniowody po koncercie Hey, Iry albo T Love (no co zapytajcie rodziców skąd was przywieźli). W tym czasie pojawił się w Polsce neoliberalny kapitalizm. Przy czym nie chodzi tu o ustrój gospodarczy, ale o sposób myślenia o relacjach społecznych.

Nagle wszystko to co było kiedyś stało się passe. Rynek pracy gwałtownie się zmienił. Zaczęła się liczyć elastyczność, zaradność, błyskotliwość. Rafał Woś w swojej książce „Dziecięca choroba liberalizmu” pisze

[Elizabeth] Dunn po­ka­zu­je w niej, jak prze­bie­ga w fir­mie re­or­ga­ni­za­cja pra­cy. Wszyst­ko po to, by w miej­sce „złych”, „nie­nor­mal­nych” i „ko­mu­ni­stycz­nych” prak­tyk po­ja­wiły się za­im­por­to­wa­ne z Za­cho­du „nor­mal­ne” i „ka­pi­ta­li­stycz­ne” wzor­ce za­cho­wań. Skut­kiem ubocz­nym tego pro­ce­su jest co­raz bar­dziej wi­docz­ne dzie­le­nie załogi na dwie za­sad­ni­czo odrębne gru­py. Nowi bo­ha­te­ro­wie są „ela­stycz­ni”, „mo­bil­ni”, „ra­cjo­nal­ni”, „in­dy­wi­du­ali­stycz­ni” i „kon­ku­ren­cyj­ni”. Drugą ka­te­go­rią są pra­cow­ni­cy „sta­rzy”, „bier­ni”, „za­co­fa­ni” i „ko­lek­ty­wi­stycz­ni”. Pro­blem po­le­ga tyl­ko na tym, że o przy­na­leżności do da­nej gru­py nie de­cy­dują wca­le in­dy­wi­du­al­ne pre­dys­po­zy­cje, lecz miej­sce w fir­mo­wej hie­rar­chii. Według tego po­działu me­nedżero­wie są więc z za­sa­dy bo­ha­te­ra­mi po­zy­tyw­ny­mi. I to przed nimi nowa ka­pi­ta­li­stycz­na rze­czy­wi­stość otwie­ra nie­dostępne wcześniej per­spek­ty­wy. To oni zgar­niają wyższe za­rob­ki i mają dostęp do wy­spe­cja­li­zo­wa­nych szko­leń.

ta nowa grupa pracowników, tak pożądanych na rynku, wniosła też nową jakość do samej pracy. Jako, że liczyły się nie tyle co indywidualne predyspozycje, a przede wszystkim umiejętność „radzenia sobie” w życiu zatem dość szybko wyrósł nam swoisty kult jednostek. To bardzo dobrze współgrało z neoliberalną wizją człowieka jako kowala własnego losu, który tylko własnymi siłami jest wstanie coś osiągnąć.
Ten nowoczesny pracownik skupiał się na celu o ile cel był zbieżny z jego potrzebami. Jeżeli cel firmy zaczynał się znacząco różnić od indywidualnych wtedy mówiliśmy sobie bez żalu „do widzenia” i każdy ruszał własną drogą. Lojalność wobec pracodawcy, czy też zakładu pracy, kojarzyła się z przestarzałym podejściem dla którego nie ma miejsca w nowoczesnej gospodarce.

W takiej atmosferze dorastało współczesne pokolenie programistów. Silnych indywidualistów, których jednoczyć może jedynie wspólny cel. Ludzi, którzy traktują pracę jak biznes. Ja tobie moją wiedzę, czas i umiejętności – ty mi pieniądze. Konstrukcja prosta jak budowa cepa. I tak samo jak cep trudna w obsłudze. Ktoś chce mi płacić więcej zatem sorry, to twój problem pracodawco… wróć… kontrahencie. Dziś tu mi dobrze płacą, ale za kilka dni w mieście obok dostanę więcej za mój towar. Prawa rynku są tu nieubłagane. Jeżeli jeszcze dorzucimy do tego duże zapotrzebowanie na specjalistów IT to mamy kompletną wizję systemu.

To co dzieje się w IT nie jest zatem czymś szczególnym. Jest to efekt wychowania całego pokolenia ludzi nastawionych na indywidualny sukces, swobodę zawierania umów i wyznających swoisty darwinizm społeczny.

Tu pozwolę sobie na małą szpileczkę. Zastanawiam się gdzie na skali poglądów zasiada Maciej Aniserowicz. Czy jest to gdzieś bliżej KORWiNa czy też ciągnie go do Razem?

Krótko podsumowując postawmy drugą hipotezę. Stan relacji pomiędzy pracownikami i pracodawcami w branży IT jest wynikiem silnej promocji indywidualizmu w życiu. Pracownicy na pierwszym miejscu stawiają swoje dobro i nie wiążą go z dobrem firmy. Wizja osiągnięcia większych korzyści pcha ich do działań, które można nazwać brakiem lojalności.

W młodym, dynamicznym zespole

Lojalność to transakcja przebiegająca w obu kierunkach. Pracownik będzie lojalny tylko wtedy gdy firma będzie lojalna. Rzecz w tym, że już na samym początku tego związku mamy problemy.

Z jednej strony pracownicy kręcą w CV. Z drugiej firmy kręcą w ogłoszeniach. O ile od pewnego czasu obserwuję poprawę jakości CV. Przynajmniej w zakresie prawdomówności co do umiejętności to niestety nie obserwuję takiej pozytywnej zmiany w ogłoszeniach o pracę.
Nadal w wielu przypadkach mamy do czynienia z projektami innowacyjnymi i ciekawymi technicznie tylko na papierze. W praktyce okazuje się, że trafiamy do projektów gdzie 80% czasu poświęcamy na utrzymanie ewidentnie złego kodu.
Powszechną praktyką jest rekrutacja „dla naszego klienta”, gdzie klient jest jakąś tajną organizacją. To śmieszy szczególnie gdy w czasie rozmowy z rekruterem dowiaduję się, że klientem jest pewien szwajcarski bank inwestycyjny prowadzący działalność we Wrocławiu i nie mogę niestety wiedzieć który… są dwa UBS i Credit Suisse.
Bogata oferta szkoleń okazuje się wyjazdem raz do roku w celu najebania się w miłym gronie… albo i nie ponieważ pracując „u klienta” nasz pracodawca nie poczuwa się do organizowania czegokolwiek. Oczywiście klient też nie poczuwa się do działań w tej kwestii.

Zresztą o tym jak się pracuje „u klienta” można by napisać kilka książek i był by to pełen przekrój od komedii do horroru, z odrobiną fantasy jak i hard porno w tle.

Nieoficjalne nadgodziny, słaby sprzęt (pisało „komputer do biura”), niska jakość biura te wszystkie rzeczy wkurzają. Jest jednak jeszcze jedna, która powoduje, że wielu ludzi w IT nie poczuwa się do bycia lojalnym wobec pracodawcy…

JA KURWA JESTEM SPECJALISTĄ I WIEM CO KURWA ROBIĘ!

Odnoszę wrażenie, że od wielu lat jest tak iż w firmach nie będących typowymi software house-ami, a mającymi jedynie działy IT bądź robiącymi jako podwykonawcy następuje załamanie zaufania do programistów. Po prostu managerowie nie ufają pracownikom, że ci rzeczywiście robią coś sensownego.

W efekcie pojawiają się m.in. cięcia oraz różne dziwne działania zarządu, które tylko powodują frustrację, a to nie sprzyja budowaniu lojalności wobec firmy.

Dobra starczy tego pisania…

19 myśli na temat “Bieda śmierdzi

  1. Mi się wydaje, że lojalność to jest coś co działa w obie strony. Jak pracownicy są traktowani jak ludzie, a nie jak zasoby (zawsze mi się to pojęcie kojarzy z sześcianem drewnianym w różnych kolorach, tak w grach planszowych obrazuje się zasoby), to jest dużo większa szansa, że będą lojalni, poza tym pewnie lojalność jest rozdrystrybuowana w/g rozkładu normalnego. Moim zdaniem ten art. Ansierowicza to jest przynęta na kliki i lajki albo autor jest rzeczywiście tak naiwny. Większość ludzi w IT to tęgie mózgi i oni solidnie kombinują zanim zmienią pracę i 150 zł (karnet na siłownie) tego nie zmieni. Wyjątkiem są juniorzy ale oni zarabiają sporo mniej i są dużo gorzej traktowani, czego efektem jest też mniejsza ich lojalność (no i mają jeszcze małą bazę wiedzy aby ocenić czy dane miejsce pracy jest dobre lub nie).

    Nie mylił bym jej z potulnością wynikającą z racjonalnych powodów np. pracowników branż gdzie po prostu jest deficyt miejsc pracy. Z drugiej strony jesteśmy branżą gdzie związki zawodowe praktycznie nie istnieją. To też ma swoje umocowanie w tym co piszesz a także w tym, że jesteśmy na tyle cenni że umiemy bronić się sami.

  2. @Zuchos, to nie jest naiwność, ale coś co można nazwać skrzywieniem zawodowym. W tym przypadku polega to na tym, że osoba, która jest ekspertem ma większe możliwości wyboru projektów oraz tym, że chcąc pozyskać go do projektu nie podsuniemy mu chłamu w ogłoszeniu. W efekcie do autora trafiają projekty ciekawe, które są reklamowane jako ciekawe (zatem mamy pozytywną weryfikację ogłoszenia). Tym samym zakłada on, że wszystkie projekty reklamowane jako ciekawe są ciekawe. To powoduje, że nie dostrzega on iż inni uczestnicy zabawy w rekrutację trafiają do projektów o niższej wartości.

    Co do istnienia ZZ w IT to już od dawna mówię, że ich brak odbije się nam czkawką i to taką, że przepony nam wywali.

  3. Od dawna mowię: załóżmy związek zawodowy programistów. Tak samo z 1% – bardzo chętnie oddam na swoich!

  4. @Andrzej, nie w tym rzecz. Jak za kilka, kilkanaście lat będzie trzeba zacząć się organizować to okaże się, iż nie ma nawet podstawowych struktur.

  5. A ja się nie zgadzam. Wpierw jak przeczytałem post Maćka, to stwierdziłme że też mnie to boli, potem czytając komentarze, stwierdziłem że odpływa.
    Natomiast nie będę podejmować siętutaj dyskusji dość filozoficznej czy ma racjęczy nie. Uwagi jedynie do Twojego posta

    Nie lubię porównań PL VS świat, są za proste.
    Różnica między PL a UK, badania własne + doświadczenia z rozmów. Jak w PL zarabiasz 40k Ł to jesteś królem świata. Jak w Londynie dostaniesz nawet o połowę więcej, to albo spędzasz życie w metrze albo wyjdziesz na to samo, ponieważ koszty mieszkania zeżrą ‚zyski’
    Kiedy rekrutowałem się na konsultanta 4 dni u klienta (w Szwecji) pół dnia w biurze (Londyn), perspektywa pracodawcy była taka, że będę zarabiać mieszkając w Gda i dojeżdzając ponad połowę mniej tego co zarobię w tym samym setupie z londynu. SAP nie jest jedyny, buffer publikuje zarobiki, i ich formuła zarobków też uwzględnia miejsce zamieszkania.

    Gdyby było inaczej, nikt by tu nie pracował za mniej niż 60k Ł albo nikt by tu nie mieszkał

    Różnice między poziomami wynagrodzeń u Niemca IT vs wszyscy, to nie jest kilku(nasto)-krotność, tylko trochę więcej. Nie opieram się na danych, jeno na rozmowach z znajomymi.

  6. @Michale, Londyn jest przypadkiem patologicznym (w podobny sposób jak przypadkiem patologicznym jest dolina krzemowa). Jednak pomijając tego typu przypadki…

    Jak pisałem pieniądze nie są jedynym elementem, który doprowadził do tego stanu rzeczy. Sądzę, że ważniejszym czynnikiem jest czynnik społeczny. Jeżeli całemu pokoleniu wbiliśmy do głów, że mają być Zosiami Samosiami i nikt im nic nie da jak sami nie wezmą to nie należy się dziwić, że biorą.

  7. Koziołku, pomijam aspekt społeczny i moje poglądy. Poza Londynem stawki lecą drastycznie na łeb i szyję. Dalej jest dobrze, ale już nie tak dobrze. Natomiast dalej odzwierciedla to lokalne ceny (przynajmniej w UK).
    Nie twierdzę, że tu jest lepiej, ale z moich wyliczeń ( i dobrej korpo pensji), bardziej opłaca mi się kraj niż UK. Dojcze też mnie nie urzekły, natomiast to też mogła być słabość przedstawionych mi ofert.

    Koniec końców: nie porównujemy 1:1 warunków PL z zagranicą. To skomplikowany problem.

    Dziękuję 🙂

  8. Skąd pochodzi informacja, że mediana w Polsce dla Java Developera to 13tys.?

  9. @Koziolek, faktycznie! nie zauważyłem linka. Jednak jakoś nie odczuwam tego, widząc ogłoszenia o pracę z widełkami, aby faktycznie to była mediana. Masz może inne doświadczenie co do statystyk? Zgadzasz się z tym raportem?

  10. Koziolku – a nie pomyslales ze nic nie jest czarno biale? Z jednej strony firmy – jest roznie, ale poniewaz na rynku jest duza konkurencja o nas (ludzi z IT) to jesli trafilismy w miejsce gdzie obiecywali cuda na kiju i zlote gory, a to co mamy w rzeczywistosci jest zupelnie inne to nie ma sensu zycia marnowac, juz nie mowiac o JanuszSoftach, albo o akcji ktora jedno krakowskie Corpo robilo wchodzac na gielde.
    Z drugiej strony ludzie – moze mam szczescie, ale przewaznie trafialem na osoby identyfikujace sie z tym co robia, z poczuciem odpowiedzialnosci. A ze czasami ktos prace zmieni? To juz nie sa czasy ze pracowalo sie do emerytury (ktora byla pewna i wczesnie) w jednym zakladzie pracy. W corpo latwo i wygodnie mozna utknac w jednym projekcie na kilka lat, i zostac w sytuacji ze musimy tam pracowac bo umiejtenosci sa przestarzale, specyficzne dla wewnetrznych technologii i nigdzie sie nie dostaniemy, a podwyzki inflacyjne tez zorbily swoje.
    Teraz kasa – nie sadze by drobny przeskok tutaj byl znaczacym czynnikiem. Ale jesli przeskok wynosi 30% lub wiecej (a sa takie sytuacje) to nagle robi sie powazny argument z tego – w 2 lata w nowym miejscu zarobimy tyle co w 3 w starym – i mozemy np. ten rok wykorzystac na zrealizowanie swoich planow, marzen pomyslow etc.

  11. Myśle, że praca za granicą ma jedną roznicę – silę nabywcza. Jak przypomnę sobie ile wydawałem na jedzenie w Polsce to się za głowe łapie. Nie zmienia to faktu, ze roznice sa niewielkie na podobnych stanowiskach (w stostunku do Polski) , ale twoje pieniądze płyna w innym kierunku (zamiast na jedzenie idą na mieszkanie itp, itd).

    Nie wyolbrzymialbym tez lojalnosci i warunkow, ktore sie daje za granica. Biura też bywają ochydne, kibel ciągle w remoncie, a budżet konferencyjny starcza na konferencje w Pcimu Dolnym. Z doswiadczeń moich kolegów wiem, ze pracodawcy nie certolą jak trzeba kogoś zwolnić. Takie sprawy widzi się niestety dopiero jak się przyjedzie na miejsce i dotknie problemów samemu. Drobne różnice – to powinno być motto każdego wyjazdu zagranicznego za pracą.

    Żeby nie było, że zniechecam do wyjazdów to powiem, że rozpoczęcie własnej działalności, przynajmniej w kraju poddanych królowej, zmienia kompletnie perspektywe zarobkową. O ile wcześniej znajdujesz się w około 10% najlepiej zarabiających to po zmianie wchodzisz w świat 5% najlepiej zarabiających. Wtedy zaczyna się zabawa w „Kiedy zrobię sobie miesięczne wakacje”.

  12. Sytuacja w Polsce być może się zmieniła, ale być może tylko dorównała sytuacji na zachodzie. Tu też ludzie z IT często zmieniają pracę – bo mogą.

    Co do twoich porównań to zbyt wygodnie żonglujesz siłą nabywczą. Jak porównujesz Polskę do Danii, USA, to płaca jest mała, ale jak do Indii, to już nie tak bardzo bo ceny w Indiach niższe.

    Podważam średnie zarobki z raportu Haysa. Jakbyś doczytał jak powstał ten raport, to byś dowiedział się, że są to średnie zarobki oferowane przez firmy, które Haysa wynajęły. Czyli zwykle tylko duże zachodnie firmy, które na to było stać. Raport nie uwzględnia zarobków w małych firmach, startupach itd. Nie jest reprezentatywny. Średnie zarobki programisty wg. wynagrodzenia.pl to około 7000zł brutto miesięcznie.

    I mimo, że jest to mniej niż Hays podaje, czy jest to mało? Przecież siła nabywcza 1eur w Polsce jest pewnie 2 x wyższa niż w drogiej Danii, czy Londynie. Poza tym dlaczego w Polsce zarobki programistów mają rosnąć, jeśli są tylko minimalnie niższe od zarobków we Włoszech i Hiszpanii – krajach dużo bardziej rozwiniętych od Polski, z silniejszą bardziej zaawansowaną gospodarką. Trudno kontynuować wzrosty w oparciu o outsorcingu bo czemu ktoś ma płacić więcej w Polsce, jeśli może wynająć taniej kogoś z Ukrainy, Hiszpanii, Włoch = 140mln ludzi, a to tylko Europa.

    Hiszpania 25k eur (rocznie)
    Włochy 23k eur
    Polska 20k eur

    http://www.payscale.com/research/ES/Job=Software_Developer/Salary
    http://www.payscale.com/research/IT/Job=Software_Developer/Salary
    http://www.payscale.com/research/PL/Job=Software_Developer/Salary

  13. > jak do Indii, to już nie tak bardzo bo ceny w Indiach niższe.

    no nie do końca. Programista w Indiach nie zarabia mało, ale na lokalne warunki jest na poziomie podobnym jak w Polsce.

    > Jakbyś doczytał jak powstał ten raport, to byś dowiedział się, że są to średnie zarobki oferowane przez firmy, które Haysa wynajęły. Czyli zwykle tylko duże zachodnie firmy, które na to było stać. Raport nie uwzględnia zarobków w małych firmach, startupach itd. Nie jest reprezentatywny. Średnie zarobki programisty wg. wynagrodzenia.pl to około 7000zł brutto miesięcznie.

    Dość dokładnie przeczytałem ten raport i to o czym piszesz nie jest do końca takie „proste i oczywiste”. Po pierwsze większość programistów pracuje w takich właśnie dużych molochach. Po drugie na zachodzie też masz całą branżę startapowo-garażową, która zapewne też nie jest do końca brana w raportach o wynagrodzeniach.

    > Trudno kontynuować wzrosty w oparciu o outsorcingu bo czemu ktoś ma płacić więcej w Polsce, jeśli może wynająć taniej kogoś z Ukrainy, Hiszpanii, Włoch = 140mln ludzi, a to tylko Europa.

    Tu cię zaskoczę, bo ostatnio wyschło nam źródełko w postaci wschodniej Ukrainy i części Rosji. Po prostu skończyli się tam programiści. Próba ściągnięcia programistów z Tunezji i Egiptu – nasze konsulaty powiedziały, że wiz nie wydadzą. Ponad to w dużych organizacjach jest już świadomość, że outsourcing do Indii na dłuższą metę się nie opłaca, bo koszty są wyższe. Oczywiście wiele organizacji nadal myśli perspektywą raportów kwartalnych i rocznych, ale i to się powoli zmienia. Zatem jest jeszcze duże pole do popisu i podkręcania cen.

  14. > Zatem jest jeszcze duże pole do popisu i podkręcania cen
    Jeśli payscale ma rację, to jest raczej niewielkie pole do wzrostów, bo potrafię sobie wyobrazić, że w Polsce będą programistom płacić 20% więcej niż w Hiszpanii, z uwagi na statystycznie lepszą znajomość angielskiego i tańsze koszty najmu oraz utrzymania biura, ale więcej raczej nie. Bo po co płacić więcej? Wtedy po prostu zaczną otwierać biura outsourcingowe we Włoszech i Hiszpanii, jako tańszą alternatywę. Uważam, że czas szybkich wzrostów płac się kończy, bo został niemal osiągnięty dolny poziom płac zachodu.

  15. @darck, pożyjemy zobaczymy. Osobiście sądzę, że możemy w tej branży dojść do poziomu 105-110% stawek niemieckich czy brytyjskich. Tylko i wyłącznie dlatego, że będzie zapotrzebowanie. Klienci i tak „zarobią” na czymś innym (vide cyrk z Legnicą w centrum Wrocławia) i w końcowym rozrachunku wyjdą na swoje.

Napisz odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

To create code blocks or other preformatted text, indent by four spaces:

    This will be displayed in a monospaced font. The first four 
    spaces will be stripped off, but all other whitespace
    will be preserved.
    
    Markdown is turned off in code blocks:
     [This is not a link](http://example.com)

To create not a block, but an inline code span, use backticks:

Here is some inline `code`.

For more help see http://daringfireball.net/projects/markdown/syntax